-

ewa-rembikowska : Wczoraj Warszawianka, dziś Kujawianka.

Jak policja kryminalna c.k. monarchii polowała w czerwonym Wiedniu na Robin Hooda z Meidling.

Wojna nieubłaganie zbliżała się do końca. Inflacja szalała, brakowało żywności i  podstawowych towarów, paskarze przeżywali prosperity, zdemoralizowane wojsko na potęgę dezerterowało. Stary cesarz umarł, młody szykował się do zgaszenia światła nad trzeszcząca w szwach  c.k. monarchią, Wiedeń opanowali socjaldemokraci. W mieście przebywało osiemset tysięcy zdemobilizowanych żołnierzy. Komendant wiedeńskiej policji Johann Schober w tej atmosferze rozprężenia i rozgardiaszu nie tylko dał radę przeprowadzić tę formację bez naruszenia zasad jej funkcjonowania  do nowych warunków ustrojowych, ale spowodował i to, że policja kryminalna dalej wzorowo wypełniała swoje obowiązki, jakby nie zważając, co się wokół niej dzieje.


23 grudnia 1918 roku wiedeńska policja przygotowała 27 stronicowy akt oskarżenia przeciwko Johannowi Breitwieserowi, który obejmował dezercję z wojska, ucieczkę z więzienia,  kilkanaście włamań w różnych dzielnicach, czynną napaść na kilku policjantów, usiłowanie zabójstwa, kierowanie grupą włamywaczy. To wszystko w okresie od września 1917 do listopada 1918.


Problemem była nieuchwytność Breitwiesera, który doskonale znał wszystkie zakamarki miasta, Nabrzeże Dunaju też nie miało dla niego tajemnic. Pływał jak ryba. Jeśli trzeba było, nie wahał się strzelać z rewolwerów, których nosił zawsze kilka przy sobie a jak nie miał wyjścia, to używał pięści wobec zaskoczonych stróżów porządku. Atakował pierwszy. Kradł wszystko: papierosy, słodycze, mąkę, ryż, makaron, złoto, zegary, papiery wartościowe, pieniądze. Kiedyś od masarza wyniósł 30 kg wieprzowiny. Cześć łupów rozdawał biednym w swojej rodzimej dzielnicy – Meidling. Cieszył się w związku z tym dużą estymą i ochroną.  Był lokalnym bohaterem. Nazywano go Robin Hoodem z Meidling. Nawet miejscowi policjanci jakby tracili wzrok na jego widok. Ucieleśniał marzenia o normalnym życiu – bez głodu, bez pocerowanych szmat na grzbiecie, w mieszkaniu, gdzie każdy ma swoje łóżko. Podziwiany był  za to, że śmiał sięgnąć po to, o czym oni tylko nieśmiało czasami myśleli.


Dzielnica Meidling zaczynała się po zachodniej stronie ogrodzenia parku w Schönbrunn, gdzie stał cesarski pałac. Tu zaczynał się też inny świat, którego cesarz nigdy nawet nie spróbował obejrzeć i nawet nie wiadomo, czy zdawał sobie z tego sprawę jak żyją jego sąsiedzi. Tu było biednie, chłodno i głodno. Dzielnica liczyła koło 60 tys. mieszkańców. Byli to głównie robotnicy niewykwalifikowani ze swoimi rodzinami. Położenie nad Dunajem sprawiło, że pobudowano tu warsztaty przetwarzające wełnę, cegielnie, młyny. Była gazownia, fabryki chemiczne, fabryka świec oraz fabryka kapsli i zakrętek do butelek. 


Ten kto się urodził w tej dzielnicy miał świadomość, że z niej nie wyjdzie, tylko powieli los swoich rodziców.


Johann “Schani” Breitwieser przyszedł na świat w 1891 roku w czynszowej kamienicy bez wygód przy Singrienergasse 16. Gdyby był sierotą lub półsierotą jego los prawdopodobnie potoczyłby się inaczej. Trafiłby do sierocińca, potem do studium nauczycielskiego, partii socjaldemokratycznej i jej kierownictwa. Schani niestety miał pełną rodzinę. Ojciec był pomocnikiem szewca a matka prała po zamożniejszych domach. Według księgi chrztów Schani był trzeci w kolejce. Ojciec zarabiał 3 guldeny tygodniowo, matka nieco więcej. Dzieci przybywało1/ , pieniędzy – nie. Ojciec dorabiał kopiąc groby na miejscowym cmentarzu oraz – za pozwoleniem zarządu – sadził w wolnych miejscach ziemniaki. Rodzina co jakiś czas przeprowadzała się do coraz tańszych mieszkań. I coraz gorszych. Mieli jedno łóżko, worek ze słomą, Schani spał w długiej walizce, najmłodsze dziecko w koszu na bieliznę.


„Schani” szybko uświadomił sobie, że jest zdany na własne siły. Natura obdarzyła go rzutkim umysłem i gibkim ciałem. Jako kilkulatek urządzał pokazy akrobatyczne na ulicy za co dostawał miedziaki. Wychowywał się sam.  Poznał brzeg Dunaju, nauczył się pływać. Godzinami skakał z gałęzi na gałąź w pobliskim lesie. Chwytów nauczył się od małp z cesarskiego ogrodu zoologicznego, do którego wchodził przeskakując ogrodzenie. Zaprzyjaźnił się też z niedźwiedziem. Kiedyś, gdy cesarz wyjechał na lato do Bad Ischl zakradł się do pałacu. Rygle w zamkach przesuwał palcem. Nikt go nie zauważył a on oglądając komnaty zatęsknił do normalnego życia.


Do szkoły chodził od czasu do czasu, tym nie mniej dzięki swojej bystrości, uczył się wszystkiego błyskawicznie – matematyki, rysunku, śpiewu. Miał przy tym bardzo duże zdolności manualne. 


Kiedy nauczyciel sugerował, by kontynuował naukę, musiał odmówić. Barierą były finanse. Z tego samego powodu zrezygnował z terminowania u kamieniarza. Nie stać było rodziny na to, by przez 3 lata opłacać jego naukę.  Tym niemniej Schani był tak ciekawy wszystkiego, że biegał po dzielnicy i zawsze przystawał tam, gdzie coś się działo, próbując się w to włączyć. Na budowie pomagał nosić cegły i wkrótce nauczył się murować. Obserwował stolarza, ślusarza, introligatora, blacharza, garncarza. Każdego, kto go wpuścił do swojego warsztatu.  Od każdego czegoś się nauczył. Jeśli w okolicy wybuchł pożar, Schani był w środku ekipy pożarniczej przy pierwszym alarmie.


Z tych wypraw przynosił do domu  stary sprzęt i narzędzia, które naprawiał i  doskonalił. Trzymał je w idealnym porządku w pudełku, które sam złożył. 


Chciał się uczyć, a w domu płakały młodsze dzieci, bo były głodne a grosza nie było. Czynsz był ważniejszy. Kiedyś wyszedł z domu, wrócił z wiązką drewna i jedzeniem. Matka, widząc roześmiane twarze dzieciaków,  nawet nie spytała, skąd to wszystko ma.


Po raz pierwszy trafił pod sąd w lutym 1906 roku. Został skazany na miesiąc więzienia za kradzież 20 par bamboszy o wartości 10 koron. Choć obrońca wnioskował, sędzia nie chciał się zgodzić na przeprowadzenie wizji lokalnej w mieszkaniu młodocianego. Wystarczyła mu odpowiedź Schaniego, że ukradł „z konieczności”  i „niedźwiedź był moim profesorem a małpa nauczycielem”.


Młodzik w marcu wyszedł z więzienia a w sierpniu znów stanął przed sądem. Tym razem policja przeprowadziła rewizję w mieszkaniu. Znaleziono pudełko, w którym było sześć noży kieszonkowych, dłuta, pilniki, harmonijka – jednym słowem zestaw małego włamywacza.


Schani przyznał się do kradzieży salami i innych skonfiskowanych przedmiotów. Tym razem trafił do więzienia na 3 miesiące. Odsiedział ten wyrok w sądzie rejonowym w Ried. 


Po wyjściu z więzienia zatrudnił się jako parobek na farmie na obrzeżach Wiednia. Miał dar do porozumiewania się ze zwierzętami. Woły, którymi orał, chodziły przy nim jak zaczarowane. Któregoś dnia zniknął, bo znów czekał na niego sąd. 
4 listopada 1907 r. sąd okręgowy w Wiedniu skazał go  na sześć miesięcy pozbawienia wolności za kradzież w Göllersdorfie. 
Po wyjściu z więzienia postarał się o pracę jako posłaniec rowerowy w firmie kurierskiej.


Przez pół roku  poznał Wiedeń jak nikt inny. Wiedział o najmniejszych, najbardziej ukrytych alejkach i klatkach schodowych, znał wszystkie nazwy, domy według ich numerów. Wchodził do mieszkań kupców, hurtowników, mieszczan. Dowiedział się również jak te mieszkania są chronione przez kraty, sztaby i łańcuchy. Poznał topografię warsztatów, zakładów przemysłowych, hurtowni, magazynów, banków, biur spedycyjnych. Obserwował personel obsługi oraz wartowników. Doszedł do wniosku, że najgroźniejsze i najbardziej niezawodne są psy.


6 lipca 1910 r. został skazany na dziewięć miesięcy więzienia w Göllersdorfie.


W czerwcu był na wolności. Wykorzystał wiedzę zdobytą w więzieniu i nawiązał kontakt z panią, która zajmowała się paserstwem. Wkrótce powstało pod jego kierownictwem „Bractwo Czarnych Larw”.  Grupa zaczęła okradać wille, domy wiejskie i gospodarstwa rolne  na obrzeżach Wiednia. Bardzo długo policji nie udawało się namierzyć sprawców ze względu na profesjonalizm sprawców.  Ślady zawsze były zamazane, nie było odcisków palców. Forsowano bez trudno najbardziej skomplikowane zamknięcia. W końcu policja rozpracowała grupę. Trzech aresztowała bez problemu. Natomiast Breitwieser w pomysłowy sposób wymykał im się przez dwa dni.


4 marca 1912 roku Wojewódzki Sąd Karny w Wiedniu wydał wyrok na mocy którego Johann Breiweser powędrował do ciężkiego więzienia na 4 lata za kradzieże z włamaniami, przemoc publiczną, szantaż, włóczęgostwo.
W tym samym roku ex arcyksiążę Leopold a teraz obywatel Wölfling uganiał się za prostytutkami w Monachium, nie mogąc związać końca z końcem przy rencie 30 tys. franków.


Z akt więziennych można się dowiedzieć, że osadzony miał 169 cm wzrostu, czoło wysokie, włosy brązowe, nos tępy, podbródek wydłużony, ciało gibkie, brwi brązowe, zęby w kiepskim stanie. 


Władze zapewniły mu 4 lata regularnego życia i w sumie nie zmarnował tego okresu. Chodził do szkoły, uczył się formułować myśli na piśmie, uczył się mówić językiem literackim a nie dialektem z Medling. Czytał książki techniczne. Ponadto pracował w różnych działach więzienia. Robił zawieszki i wyroby ze słomy, grawerował, tkał, sprzątał.  Był zatrudniany w chłodni, na stacji kolejowej przy rozładunku oraz u miejscowych rolników. Dwa lata przygotowywał posiłki dla więźniów w kuchni.


Zwolniony z więzienia od razu pojechał na front wschodni. Po tym, co tam zobaczył od razu postanowił się wymiksować ze służby. Tak udanie zasymulował atak choroby psychicznej, że odwieziono go do wiedeńskiej kliniki psychiatrycznej Wagnera-Jauregga na obserwację, gdzie profesorowie postawili diagnozę „dementia praecox” i skierowali go na oddział zamknięty. 


16 czerwca 1917 r. został przyjęty do Steinhof a następnego dnia już go tam nie było. Uciekł.


Zaczął się teraz festiwal włamań, aresztowań i ucieczek z aresztu.


Pojawiał się tu i tam. Raz miał brodę, innym razem jechał tramwajem jako starzec albo harcerz. Występował w mundurach jako konduktor tramwajowy, kolejarz, żołnierz. Czasem przebierał się za komika. 


Kiedyś przebrany w szmaty włóczęgi, pociągając nogami pchał przed sobą wózek. Zataskał go na drugie piętro, otworzył drzwi do mieszkania bardzo biednej rodziny wepchnął go i uciekł. W środku były dwadzieścia cztery króliki.  Innej rodzinie podrzucił gęś. Małemu chłopcu – pomarańcze. W warunkach gospodarki wojennej to były skarby. Ludzie uważali go za dobrodzieja, który ratuje ich od głodu.


Policja szukała go bez wytchnienia. Przez pomyłkę zastrzeliła zdemobilizowanego żołnierza podobnego do Breitweisera. Każde aresztowanie kończyło się jego ucieczką albo z karetki więziennej, albo z aresztu. W końcu specjalnie wytresowany koń z wachmistrzem w siodle przygniótł włamywacza do ściany domu. Policjanci, którzy podbiegli zakuli Schaniego od razu w łańcuchy i tak został zawieziony do aresztu. W celi też siedział w łańcuchach na rękach i nogach. Tym niemniej 26 listopada 1918  roku znów był na wolności. Gazety miały o czym pisać. Policja wyznaczyła 1000 koron nagrody za wskazanie miejsca jego pobytu.


Schani postanowił więcej nie  rozdrabniać się na detal lecz pójść na całość.

Przygotował się do tego wydarzenia naukowo. Kupił małą kuźnię, stare płyty żelazne, tlen w butlach, palniki oraz podręczniki.


16 stycznia 1919 roku po obezwładnieniu strażnika ekipa 4 mężczyzn weszła do pomieszczenia, gdzie była kasa fabryki amunicji w Hirtenbergu. Po 44 sekundach narysowany kwadrat na drzwiach  kasy ustąpił pod palnikiem. Teraz pozostało zabrać pół miliona koron i rozpłynąć się w nocy. 


Łup został podzielony równo na 4 części. Ze swojej Schani pod fałszywym nazwiskiem kupił niepozorny domek w St. Andrä-Wördern, przy Riegergasse 5 za 28 tysięcy koron. Najważniejsza w tym domu była piwnica, gdzie urządził warsztat. Sąsiedzi uważali go za inżyniera, bo co i raz wóz spedycyjny dostarczał mu jakieś urządzenia. 


A Schani wpadł na pomysł obrabowania skarbca Länder Banku. Planował, że będzie to jego ostatni skok, po którym ucieknie z Austrii. Do Wiednia jeździł na rowerze, oczywiście przed wyjazdem odpowiedni się charakteryzował. Szukał sposobu dostania się do banku.


Niestety policja też nie próżnowała. W końcu kryminalni namierzyli, gdzie mieszka. Tym razem przygotowali się bardzo starannie do akcji. Dom został otoczony 1 kwietnia po południu. Na przeskakującego przez ogrodzenie na sąsiednią posesję Breitwiesera czekał inspektor Schödl z psem policyjnym Ferro. Pies złapał za łydkę, padły strzały. Schani po przewiezieniu do szpitala zmarł jeszcze tego samego dnia. Miał 28 lat.


Pogrzeb odbył się 5 kwietnia na cmentarzu w Meidling. Pomimo, że nie podano daty na  pogrzebu w ostatniej drodze Johanna Schaniego Bretiwiesera towarzyszyło mu koło 30 tys. żałobników. Uroczystość ta stała się unikalną manifestacją przedmieść. Chorał żałobny zaśpiewał kawartet opery dworskiej.


Kiedy policja przeszukała domek  włamywacza w  bezokiennej piwnicy znalazła w pełni wyposażone laboratorium nowoczesnej technologii. Do badań naukowych wykorzystano pięć potężnych szaf kasowych, różne rodzaje stali i żelaza do testowania materiałów; znaleziono w pełni zmontowaną i gotową do użycia aparaturę spawalniczą, a także maszyny, tokarki, kuźnię polową, wytrychy, łomy i wiertarki do pracy ręcznej z niskim prądem, większość z nich własnej produkcji. Ponadto skrupulatne zapisy prowadzonych eksperymentów oraz  pokaźną  bibliotekę techniczną.


Aż żal, że taki talent nie został wykorzystany do pozytywnej pracy na rzecz społeczeństwa tak jak to się stało w przypadku Kevina Mitnicka – kiedyś najsłynniejszego hakera a dziś konsultanta ds bezpieczeństwa komputerowego.

 

1/ jedni autorzy pisali, że dzieci było 12, inni 16. Autor artykułu na stronie https://skug.at/auf-den-spuren-von-johann-schani-breitwieser-einbrecherkoenig/ sprawdził księgę chrztów parfii i znalazł 7 wpisów dotyczących chrztów małych Breitwiserów (Karolina – 26.09.1886; Rudolf -11.01.1889; Johann – 13.04.1891; Franz – 09.02.1894; Anna Antonina – 30.05.1895; Carl Fryderyk – 06.10.1898; Fryderyka – 13.01.1900).

 

 

Mapa z 1872 roku, fragment

Meidlinger Hauptstrasse 1903 http://www.meidling-forum.at/forum/viewtopic.php?t=9794&sid=a734185542a117a272704d53ec56ea78

 

 

 Johann Schani Breitwieser - https://oe99.staatsarchiv.at/20-jh/der-eisenschlitzer/

 domek w St. Andrä-Wördern, przy Riegergasse 5  

https://oe99.staatsarchiv.at/20-jh/der-eisenschlitzer/

Miejsce eksperymentów  https://oe99.staatsarchiv.at/20-jh/der-eisenschlitzer/

https://oe99.staatsarchiv.at/20-jh/der-eisenschlitzer/

Stolik warsztatowy. Die interesante Blatt 3 grudnia 1925 roku

Die stunde 29.07.1931

Inspektor Schödl z psem policyjnym Ferro. Wiener Bilder 13.04.1919

Miejsce wiecznego spoczynku Schaniego. Jego legenda trwa nadal. Tam zawsze są świeże kwiaty. http://breitwieserschani.at/en/grave.html

 

 

 



tagi: monarchia austro-węgierska  kryminalny wiedeń  johann schani breitwieser  policja kryminalna wiednia  meidling 

ewa-rembikowska
3 listopada 2019 00:14
18     1069    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
ainolatak @ewa-rembikowska
3 listopada 2019 02:13

Niesamowita historia! Pani Ewo, cudne rzeczy Pani wynajduje.

Austrię żarł rak, zeżarł tą część mózgu, która odpowiada za wykorzystanie potencjału... chyba wstydzą się tego do dziś, bo Schani nawet nie ma wpisu na wiki. Geniusz urodzony w niewłaściwym miejscu. Nikogo nie zabił, a spotkała go taka śmierć.

Za to z koszmarnym mordercą Heinrichem Grossem nie mieli takiego problemu... mogli zrobić z niego honorowego obywatela aż do śmierci. 

zaloguj się by móc komentować

adamo21 @ewa-rembikowska
3 listopada 2019 04:11

Pani Ewo, jako ck krakus, z wdzięcznością czytam wpisy,  które tu Pani umieszcza. Uczta!

Już kiedyś tu wspomniałem, że tak mogą pisać tylko kobiety... i ewentualnie toyah.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ainolatak 3 listopada 2019 02:13
3 listopada 2019 08:08

Mam wrażenie, że hermetyczność dworu i sztywność ceremoniału dworskiego przeniesiono  na inne dziedziny. Tam nie było żadnego wentyla bezpieczeństwa, żadnej możliwości wyrwania się ze swojego środowiska. Petryfikacja struktur społecznych była wręcz doskonała.

To już taki baron Hirsch rozumiał, w czym rzecz, szukał i sponsorował talenty w Galicji.

Cesarz nie potrafił wyjść spoza abstrakcji prawa. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @adamo21 3 listopada 2019 04:11
3 listopada 2019 08:09

Dziękuję, ale gdzie mi do Toyaha. On poeta...

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ewa-rembikowska 3 listopada 2019 08:08
3 listopada 2019 09:48

Zastanaiwam się, skąd aż taka hermetyczność się wzięła. Kto ją uparcie usztywniał, albo wpływał na usztywnienie, kiedy w Anglii pod koniec panowania Wiktorii ta sama zaczęła łamać ceremoniały, a jej synek w zasadzie oddał podejmowanie ważnych decuzji polityczno-rozwojowych premierowi Balfourowi...

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ainolatak 3 listopada 2019 09:48
3 listopada 2019 10:13

To jest bardzo ciekawy problem, nad którym też się zastanawiam od jakiegoś czasu. Czy to wynikało z wychowania i charakteru cesarza, czy też z innych przyczyn? Układu sił dworskich? tam rządzenie polegało na tym, aby wszyscy byli w nieustającym klinczu. Potem przychodził baron Hirsch i robił co chciał, bo był poza układem.

zaloguj się by móc komentować

Andrzej-z-Gdanska @ewa-rembikowska
3 listopada 2019 15:31

Chciałem napisać prawie to samo co w poprzednich komentarzach, ale już nie muszę. :((

Za to poniżej coś o postaci z tytułu:

..na zamku Nottingham.

Jak zginął?

Znalazłem na Filmwebie taką informację:

Ilmariel     
Najprawdopodobniej na legendę Robin Hooda złożyły się opowieści o czynach nie jednego, a wielu ludzi, trudno więc o jednoznaczną odpowiedź. Ballada "The death of Robin Hood" podaje wersję o zdradzieckiej przeoryszy z Churchlees, która wykrwawiła go na śmierć, i jest to chyba najbardziej znana wersja: http://www.lib.rochester.edu/camelot/deathrh.htm

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Andrzej-z-Gdanska 3 listopada 2019 15:31
3 listopada 2019 16:30

Dzięki. W sumie przyjęło się, że Robin Hood to taki dobry rozbójnik, co o biednych dbał. 

zaloguj się by móc komentować

toscano7 @ewa-rembikowska
3 listopada 2019 16:53

Świetna notka! Duży plus. Wspaniale się czyta. Tacy naturszczycy - samoucy, jak wiedeński Johann Schani,  budzą moją - nie będę ukrywał sympatię. Szkoda że tak szybko kończą. Społeczeństwo i "elyty" w każdych czasach mają takich gdzieś. Ową gorycz dobrze widać chociażby w mniej znanych książkach Sergiusza Piaseckiego, chociażby w "Żywocie człowieka rozbrojonego". A propos to polska "szkoła kasiarzy" nieźle sobie poczynała w carskim imperium carów. Chłopaki działali z fantazją i przytupem. Jakieś ślady takich poczynań, widać w trylogii złodziejskiej wspomnianego S. Piaseckiego - bodaj w "Spojrzę ja w okno" - polecam rozdział - Ażur czyli w wyższym stylu złodziejskim. O jeszcze wyższym poziomie warszawskich kasiarzy na występach gościnnych w przedrewolucyjnej Rosji wspomina A.F.Koszko - "Z tajników carskiej policji". Jeszcze raz dziękuję Pani za przyjemność płynącą z lektury i proszę o więcej podobnych artykułów...

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @toscano7 3 listopada 2019 16:53
3 listopada 2019 17:30

Dziękuję.

Wydaje mi się, że w Niemczech jednak były jakieś mechanizmy, które biedne a zdolne dzieci promowały wyżej. W c.k. był szklany sufit. Zły to sędzia, który widzi sam czyn a nie widzi kontekstu tego czynu. Bo skazywać 15 latka na więzienie, dlatego, że chciał nakarmić młodsze rodzeństwo, to jest po prostu aberracja państwa. Jeśli państwo nie sznuje z kolei swojego zasobu społecznego, to musi się rozpaść. 

Schani został włamywaczem mimo woli, bo nie chciał do końca życia być robotnikiem niewykwalifikowanym a bez pieniędzy nikim innym nie mógł zostać. 

 

zaloguj się by móc komentować

Paris @ewa-rembikowska
3 listopada 2019 19:36

Cudne sa te Pani wpisy...

... a Schani'ego  zwyczajnie mi szkoda.  Dzb,

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Paris 3 listopada 2019 19:36
3 listopada 2019 20:00

Dziękuję, szkoda chłopa, wyciągnął złą kartę przy urodzeniu.

zaloguj się by móc komentować


ewa-rembikowska @smieciu 3 listopada 2019 22:50
3 listopada 2019 23:00

No właśnie, system go dopadł. Sprawność wiedeńskiej policji była zadziwiająca.

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @ewa-rembikowska
5 listopada 2019 11:12

Dziękuję.   Gdyby nie pojawił się ten 'niesamowity chorał cyferek' (tak kwitują redaktorzy w radio F. osobliwe kumulacje protez cyfrowych) ruszyłbym dalej czytać co się wydarzyło nowego na statku SN.

 

Dorzucę kilka groszy. Urodził się heros pardon 'król włamywaczy' pod właściwą datą 13.4.1891. Nie dziwota, że zwrócono uwagę na takiego osobnika w grupie trzymającej władzę w strukturach mrocznego obiegu i pilotowano projekt "Schani" dyskretnie. 

 

Te liczne dawanie nogi z obiektów zamkniętych aby wnet ponownie stanąć w obliczu ślepej Justitii daje do myślenia. Jaki 'anioł stróż' maczał w tym palce? 

 

Jego żywot rozegrał się w schemacie właściwych cyferek. Kim byli reżyserzy dyskretni? Oraz to pośmiertne PR w stylu holyłódzkiego scenariusza, znajdującego właściwe protezy do każdego wirażu...

 

Po lekturze Gumplowicza, o tym jak katolicki Wiedeń przeistoczył się w ...*, przestaję się dziwić sprawności jaką się wykazuje tzw 'koszer-nostra'. 

 

Teza robocza: Breitwieser był kozłem ofiarnym (utalentowanym o uzębieniu marnym), który na swój grzbiet zebrał grzechy popełnione przez innych i odszedł. Pozostała spreparowana historyjka dla mas o herosie co to tłustym zabierał a chudopałkom dawał.

 

 

* Jak starego Wiednia charakterystycznym rysem był katolicyzm, tak dzisiejszego Wiednia charakterystyczną cechą jest żydowstwo.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @saturn-9 5 listopada 2019 11:12
5 listopada 2019 17:39

Może tak, może nie.

Bo coż my mamy dzisiaj?

Jedną opowieść hagiograficzną Kraszny oraz 27 stronicowy akt oskarżenia z wyczynami Schaniego

https://oe99.staatsarchiv.at/20-jh/der-eisenschlitzer/#c1568

Reszta to są domysły i intuicja.

 

 

zaloguj się by móc komentować

saturn-9 @ewa-rembikowska 5 listopada 2019 17:39
6 listopada 2019 10:27

Dobra nawijka czyli solidna narracja ma matkę. Dziękuję za ten namiar do archiwum, tam bowiem padają cytaty z mitotwórczego Alfreda Polgara (w akcie urodzenia stoi Polak*). Ojciec i matka?

 

Docenci poligloci dorzucają szczegóły z burzliwego życia Alfreda P.: Wiedeń-Berlin-Wiedeń-Paryż-Holywood-Zurych. Był m.in. scenarzystą w studio filmowym Metro-Goldwyn-Mayer.

 

Francuz powiada ... żył lat 81 [17.10.1871-24.04.1955]. Rodzimy polskojęzyczny doliczył się 83 [...w Zurychu, gdzie zmarł w 1955 mając 83 lata.] Która kawiarnia sieciowa błądzi?

 

Chronologia to nauka pomocnicza Historii przez duże H. która działa jak haszysz jak to ujął pewien obserwator w F. "Sztuczne raje" tak określono odurzenie w XIX wieku. Zarówno 81 jak i 83 odzwierciedla prawdę 'sztucznego raju' jedynie w ramkach okultystycznych.

 

"Schani" postać ckliwie urobiona przez Alfreda P. ?  Domysły i dywagacje...

zaloguj się by móc komentować

syringa @ewa-rembikowska
10 listopada 2019 19:45

Prosze wejsc na poczte priv

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować