-

ewa-rembikowska : Ex warszawianka, która przeprowadziła się nad jezioro Wójcińskie nieopodal Mogilna.

Kiopek między lawretkami

Niesłychanie spokojny człowiek Fryderyk Wilhelm I nie rozstawał się z batem. Uważał, że jest to najlepszy środek wychowaczy. Uwielbiał polować, trzymał psy myśliwskie, skwapliwie używając do ich tresury skórzanej dyscypliny. Z nie mniejszym sadyzmem traktował syna, z którego zrobił wzorcowego psychopatę. Fryderyk II gotów był popełnić każdą podłość, byleby tylko osięgnąć cel jakim była ekspansja państwa, którego był najwierniejszym sługą. Traktaty łamał, fałszował monety, intrygował, przekupywał, prowadził wojny prewencyjne, prawo miał za nic, wierzył jedynie w siłę armii pruskiej oraz swoje szczęście.

Fryderyk II jednakże w przeciwieństwie do swojego ojca pogoń za zwierzyną uważał za niegodną człowieka i zamieniał tereny do polowań w parki miejskie. Lubił spędzać czas w towarzystwie zwierząt – psów, koni, małp, papug. W dniu koronacji jego stadnina liczyła 4 tysiące koni.

Tuż przed śmiercią ojca oraz objęciem tronu w 1840 roku dostał w prezencie od powiernika hrabiego Rothenburga charciczkę włoską (lawretkę) o imieniu Biche – stworzonko wyjątkowo inteligentne, które potrafiło owinąć sobie zdziwaczałego satrapę wokół pazurka. Od tej pory trzymał stado liczące kilkadziesiąt sztuk tych figlarnych i pełnych gracji czworonogów. W przeciwieństwie do oświeceniowych humanistów, którzy uznawali zwierzęta za nic nie czujące maszyny, on widział w nich przeróżne charaktery ze swoimi emocjami , radościami i obawami. Mawiał, że „psy mają wszystkie zalety człowieka bez jego wad.” Stary Fryc przebywał głównie w Pałacu Sanssouci koło Poczdamu. Goście ze zdziwieniem przypatrywali się ścianom korytarza, gdzie zamiast portretów przodków wisiały portrety psów, potykając się przy okazji o liczne piłeczki skórzane leżące na podadzce. Co i raz pokazywał się tez jakiś charcik. Faworyci królewscy mieli dostęp do monarszych komnat, gdzie wylegiwali się na taboretach, fotelach, łóżku. Charciki włoskie jako psy pochodzące z południa kiepsko znoszą mróz. Szyto dla nich zatem odpowiednio ciepłe ubranka. Król, kiedy jechał z Poczdamu do Berlina, ulubieńca umieszczał na przednim siedzeniu, by było mu jak najwygodniej, zaś kamerdyner zajmował miejsce z tyłu.

Służba mówiła do psów w języku francuskim. Król nadzorował osobiście codzienne menu stada, dając odpowiednie dyspozycje dworskiemu kucharzowi. Dbał o ich zdrowie. Zatrudniał weterynarzy.

Nie pozwalał nikomu brutalnie traktować tak psów jak i koni. Sługa, który nawet przez nieuwagę nadepnął pupila musiał liczyć się z gniewem władcy. Stary Fryc był czlowiekiem niesłychanie oszczędnym, ale nie w odniesieniu do psich figli.

Pewnego razu dworski myśliwy postawił przed charciczką Dianą miskę z pieczoną kuropatwą. Sunia niewiele myśląc chwyciła potrawę i skoczyła na biurko, przy którym pracował król.

Za talerz posłużył je świeżo napisany list do landrata Hübnera w Szczecinie. Na widok otłuszczonego pisma Fryderyk tylko się zaśmiał i powiedział do ulubienicy: „Przypominasz mi, że do moich skromnych słów muszę dodać też nieco smalcu.” Włożył do listu 100 Friedrich d'or (pruska złota moneta) i dodał postscriptum z wyjaśnieniem przyczyny tego daru.

Psy testowały potencjalnych pracowników króla. Girolamo Lucchesin Marchese, 29 letni Włoch zawdzięczał stanowisko szambelana psu o imieniu Alcmene. W trakcie spotkania do pokoju przez uchylone drzwi wpadł charcik i zaczął się przyjaźnie witać z gościem, co było dość niezwykłe dla tego psa, gdyż do tej pory był bardzo powściągliwy w okazywaniu uczuć obcym. Fryderyk zdumiony westchnął tylko: „Ach, markizie! Kiedy pies mówi tak, muszę się z nim zgodzić.”

Biche towarzyszyła swemu panu nie tylko podczas parad wojskowych, ale i w kampaniach wojennych.

W dniu 30 września 1745 wojska pruskie starły się z wojskami austiackimi w bitwie pod Zoorem. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że pociąg sztabu został przejęty przez przeciwnika. Biche trafiła pod opiekę żony generała Nádasdy. Chwilę trwały zabiegi dyplomatyczne, by piesek mógł powrócić do swojego pana.

Dla Fryderyka Wielkiego psy były rozrywką i wytchnieniem. Jednakże nie byłby sobą, gdyby nie wykorzystał ich w swoich dyplomatycznych grach. Jako wytrwany polityk wiedział, co kiedy i jak mówić, by osiągnąć zamierzony rezultat.

Przed wybuchem wojny siedmioletniej (1756-1763) nastąpiło odwrócenie przymierzy. Francja wystapiła przeciwko Prusom i Wielkiej Brytanii. Ojcem tego pomysłu był austriacki dyplomata Wenzel von Kaunitz a matką Madame Pompadour, zaś akuszerem według anegdoty nie kto inny jak sam młody Fryc. Podczas kolacji dla dyplomatów porównał pozycję charciczki Biche z tą jaką zajmowała pani Pompadour na dworze króla Francji, stwierdzając, że on nigdy by nie nadał Biche (po francusku dama z półświatka) tytułu markizy. Miał pełną świadomość, że relacja z kolacji dojdzie do właściwych uszu i wywoła pożądaną reakcję

Jedynym sposobem rozwoju Prus była aneksja. Po przejęciu bogatego Śląska Fryderyk łakomym okiem spojrzał na tereny leżące na wschód. Jako skwapliwy buchalter wysłał najpierw swoich ludzi, by dokonali rekonesansu i zinwentaryzowali majątek przyszłej kolonii. Zebrał dane z Warmii i Mazur, z ziemi chełmskiej, pomorskiej i nadnoteckiej. Dokonał stosownych rachunków i stwierdził, że ziemie te muszą mu dostarczyć 6600 żołnierzy, na których utrzymanie będzie potrzeba 580 tysięcy talarów. Nie będzie z tym kłopotu, gdyż przy dobrej administracji muszą te ziemie przynieść milion dwieście tysięcy talarów przychodu z kontrybucji. Plan ułożył taki. Każdy gbur (włościanin) miał płacić do skarbu pruskiego jedną trzecią swoich dochodów, szlachcic jedną czwartą, dobra kościelne połowę, luterska szlachta tylko jedną piątą. Celów swoich nie ujawniał nikomu, natomiast zabrał się za działania dyplomatyczne. W Polsce potrzebował zamętu a w Rosji sojusznika i frontmena. Z zainteresowaniem przyglądał się jak jego krajanka ze Szczecina, przeznaczona na żonę cara Rosji sama przebojem po tę władzę sięgnęła.

Poza tym Katarzyna Wielka tak samo jak on była zuroczona lawretkami. Caryca w 1768 roku sprowadziła do Rosji Tomasza Dimsdale’go – angielskiego wojskowego, który prowadził badania nad ospą i szczepieniem uodparniającym przed tą chorobą. Podczes tego pobytu z powodzeniem zaczepił władczynię i jej syna, przygotowując grunt do szczepień masowych, na których Katarzynie bardzo zależało. Usługa została nagrodzona jednorazową wypłatą w wysokości 10 000 funtów, roczną emeryturą w wysokości 5000 funtów i statusem barona. Lekarz ten jeszcze kilka razy był w Rosji a w 1770 roku podarował carycy parkę lawretek – Toma i Mimi. Psy te skradły serce imperatorowej. Nadała im nazwisko Anderson oraz tytuły książęce. Niebawem carskie komnaty zapełniły się potomstwem a potem wnukami i prawnukami. Przywódcą stada był sir Tom i nic nie uszło jego uwadze. Miał też przywilej budzenia swojej pani o szóstej rano. Pieski towarzyszyły carycy przy śniadaniu delektując się herbatnikami i śmietaną. Potem były zabierane na krótką przechadzkę po parku. W maju dwór przenosił się do Carskiego Sioła. Psy wówczas jechały w specjalnie dla nich przysposobionej kolasce.

Fryderyk Wielki również w tym przypadku wykorzystał okazję. Do Toma i Mimi wkrótce dołączył piesek Hirsch z pałacu w Sanssouci a czynione mimochodem uwagi na temat ulubionej rasy stały się pretekstem do uzgodnienia poważniejszych spraw, w tym podziału ziem niefortunnie leżących pomiędzy Prusami a Rosją.

Na tle tych dwóch ekspansywnych osobowości, które wiedziały czego chcą i po trupach dąźyły do celu, król Stanisław August Poniatowski jawił się jako koźlę wsród lwów. Brak mu było wyczucia chwili.

Zarówno dwór pruski jak i rosyjski musiał mieć niezły ubaw, gdy dotarła tam informacja o tym jak wiecznie zadłużony i nieustająco lekkomyślny Stanisław August zapałał taką miłością do strusi, że nie szczędząc pożyczonego grosza sprowadził cztery z Afryki przez Wenecję i Wiedeń. Niestety jeden padł już na starcie a trzy nie wytrzymały miejscowej kuchni.

Na warszawskim dworze psami do towarzystwa były mopsy. Jeden pojechał do Petersburga jako dar dla carycy Katarzyny. Jednakże ona już dawno wyleczyła się z zauroczenia Stanisławem i nie miała zamiaru inaczej go traktować jak instrumentalnie. Mopsik nie spełnił przypisanego mu zadania, by ocieplić wzajemne relacje. To po prostu nie był ten pies.

Stanisław August był miłośnikiem polowania, co wywoływało pełną dezaprobatę w Starym Frycu. W psiarni królewkiej były gończe i charty, ale nie włoskie tylko polskie. Natomiast ulubieńcem króla była nie lawertka, tylko szpic o imieniu Kiopek.

Kąpany codziennie przez lokaja Bruneta, łajany przez kamerdynera Ryxa i wszędzie obecny członek świty królewskiej wbiegał pierwszy do sypialni i ostatni opuszczał gabinet króla wieczorem. Na wysypanych czerwonym piaskiem ścieżkach łazienkowskiego parku bawił się z Bufcią pani Grabowskiej, warczał na Gałganka Izabelli Czartoryskiej. Znał wszystkie pieski z towarzystwa, był postrachem rozgrymaszonych suczek bonońskich, które damy w mufkach przywoziły na dwór królewski. Uczestniczył we wszystkich spotkaniach, nieraz wpraszał się na obiady czwartkowe.Rozpieszczony był i rozpuszczony. Raz, za dobrych czasów warszawskich, rozkazał król swym nadwornym poetom, by ułożyli rymowaną inskrypcję na cześć faworyta. Stanęli do konkursu wszyscy dworzanie. Cały jeden obiad czwarkowy poświęcono turniejowi poetyckiemu.

Po III rozbiorze Kiopek udał się ze swoim panem na wygnanie do Grodna. Nie było już wesołych spacerów, jedyną rozrywką stanowiły codzienne przejażdżki karetą nad Niemen.

W 1795 roku Marcello Baciarelli miał malować portret rodziny siostrzenicy króla.

Wnuczka króla – Elżbieta Izabela Mniszech – rezolutna pięcioletnia panienka, koniecznie chciała mieć przy sobie Kiopka. Po wymianie korespondencji, w której król Staś sugerował, by do portretu pozował podobny piesek z sąsiedzkiego dworu, w końcu ustalono, że jednak ulubieniec osobiście będzie uczestniczyć w sesjach malarskich. Z Grodna do Warszawy towarzyszyła mu żona kamerdynera Bruneta, bacząc by trudy podróży były dla niego jak najmniej uciążliwe.

W roku następnym na życzenie cara Piotra I Poniatowski przeniósł się do Petersburga. Akurat tak się złożyło, że na tamtejszym dworze gościła znakomita francuska portrecista, pani Élisabeth Vigée-Lebrun. Do Petersburga przyjechała wraz z rodziną również mała Ela.

Takiej okazji dobry dziadek nie mógł przegapić. Uprosił słynną malarkę, by ta sportretowała dziewczynkę z Kiopkiem.

Czy wynagrodzenie za portret było jedną z pozycji długów króla Stasia?

Kwotę wystarczają na utrzyzmanie 120 tysięcznej armii, czyli czterdzieści milionów długów królewskich przyjęły na siebie na konwencji 26 stycznia 1797 roku trzy mocarstwa, które wzięły udział w rozbiorze kraju, z czego 2/5 - Rosja, 2/5 - Prusy i 1/5 - Austria.

Nawet te niepoważne historyjki o ulubieńcach monarchów pokazują, że dobry polityk potrafi również ze ze swoich słabostek uczynić skuteczny oręż do osiągania zamierzonych celów a kiepskiemu za to ambitnemu nic nie pomoże.

Fryderyk I ćwiczy psy.

Fryderyk II jako chłopiec

Parada wojskowa

Fryderyk II przyjmuje gości 

Fryderyk II pracuje

Katarzyna Wielka na spacerze z ulubienicą - obraz Władimira Borowikowskiego

Stanisław August przyjmuje artystów - obraz Karola Millera

Kiopek - obraz Élisabeth Vigée-Lebrun



tagi: polityka  dyplomacja  psy monarchów  charty włoski  szpic  fryderyk wielki  katarzyna wielka  stanisław august poniatowski 

ewa-rembikowska
6 czerwca 2018 20:45
15     1302    11 zaloguj sie by polubić
komentarze:
OdysSynLaertesa @ewa-rembikowska
6 czerwca 2018 23:17

Георг-Христофор Гроот Портрет великой княгини Екатерины Алексеевны в охотничьем костюмеГеорг-Христофор Гроот Портрет великой княгини Екатерины Алексеевны в охотничьем костюме

В. Эриксен. Портрет Екатерины II в гвардейском мундире на коне БриллиантеВ. Эриксен. Портрет Екатерины II в гвардейском мундире на коне Бриллианте

A że dziś muzycznie to i u Pani zostawię, choć pewnie znane. J. K. "Sen Katarzyny II" 

 

zaloguj się by móc komentować


malwina @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 09:29

pyszny wpis! 

ja z takich pozornie lekkich notek najwiecej sie ucze.

Zdjecie pt. "Fryderk II pracuje"  skojarzylo mi sie ze zdjeciami Kennedyego gdzie w Gabinecie pod biurkiem lub obok baraszkuja dzieci Prezydenta i pieknej Jackie. I wzruszaja swiat po dzis dzien:)

psy versus dzieci, czyli o roznych obliczach propagandy;)

serdecznie pozdrawiam:)

zaloguj się by móc komentować

malwina @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 09:34

I jeszcze jedno: pierwsze zdanie tekstu to prawdziwa poezja. ujela pani istote niemieckosci w sposob chyba najkrotszy z dotychczas mi znanych.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 10:03

Bardzo piękna notka, świetny tekst :).

Pozdrawiam :).

.

 

zaloguj się by móc komentować

OdysSynLaertesa @malwina 7 czerwca 2018 09:34
7 czerwca 2018 10:04

Prawda :)

Z kronik kryminalnych popularna opinia "to był niezwykle spokojny człowiek, uprzejmy i wychowany"... A potem okazuje się że z batem się nie rozstawał. No i ten przyjazny stosunek do zwierząt ale w bardzo specyficznym zestawieniu, że człowiek jest gorszy... Klasyka psychopatii.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @malwina 7 czerwca 2018 09:34
7 czerwca 2018 10:27

@maryla-sztajer i @OdysSynLeartesa

Dziękuję.

Niemcy są faktycznie niesłychanie spokojni i uprzejmi, pod warunkiem, że trzymają bat, którym mogą w każdej chwili przywalić.

Pamiętam te zdjęcia Kennedy'ego z dzieciakami. Propagandę też trzeba umieć robić - dotyczy to pisania, fotografowania, muzyki, tekstów pioseenek, czyli tego, o czym codziennie dyskutujemy. Właśnie przeczytałam, że MinKult dał Jandzie grant na sztukę o Przemyku. On jest jeszcze bardziej beznadziejny niż król Staś, po którym zostały chociaż Łazienki.

No i dajmy się zwieść tym fotkom ze zwierzątkami i dzieciaczkami, bo tak ocieplali swój wizerunek wszyscy psychopaci.

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 18:52

świetna historia :) prawie z perspektywy lawretek i kiopków ;))

Nawet te niepoważne historyjki o ulubieńcach monarchów pokazują, że dobry polityk potrafi również ze ze swoich słabostek uczynić skuteczny oręż do osiągania zamierzonych celów a kiepskiemu za to ambitnemu nic nie pomoże.

W takiej zwierzęcej agitce Putin jest jednym z lepszych... miśki, konie, tygrysy  w nim zakochane a on w nich...nie zapomniał też przywitać bojącą sie psów Merkelową (podczas jej pierwszej wizyty na Kremlu)  razem ze swoim czarnym, wielkim labradorem.

Swoją drogą to zadziwiające, jak ulubione psy potrafią przypominać właścicieli (albo właściciele zaczynają przypominać swoich ulubienców)

Gdyby Staś był mądrzejszy zajarzyłby, że mopsik, to słabo do Katarzyny pasuje, przeciez ona miała rys charciczki, nie mopsa

 

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ainolatak 7 czerwca 2018 18:52
7 czerwca 2018 18:58

Podobieństwo zdumiewające, ale hit!!!!

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 20:41

przyciąganie się podobieństw ;)

poniżej inny przykład podobieństwa, choć trudno zaliczyć to do ocieplania wizerunku ;)

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ainolatak 7 czerwca 2018 20:41
7 czerwca 2018 20:44

fakt podobieństwo jest, ocieplenie chyba też. Wydaje mi się, że buldogi angielskie jakoś zaczęły dobrze się kojarzyć po serialu "Glina i prokurtor".

zaloguj się by móc komentować

ainolatak @ewa-rembikowska 7 czerwca 2018 20:44
7 czerwca 2018 20:54

pamietam film, ale buldogi zawsze mi się dobrze kojarzyły, tak jak i prześmieszne pitbulle czy każdy inny pieseł

miłośnik zwięrząt jestem, choć nie psychopata ;)

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ainolatak 7 czerwca 2018 20:54
7 czerwca 2018 21:03

bo psychopata kocha zwierzaka tak bardzo, że aż za bardzo i zawsze kosztem biźniego a to trzeba równowagę zachować i nie uczłowieczać psa na siłę ani nie animalizować człowieka.

zaloguj się by móc komentować

Stalagmit @ewa-rembikowska
7 czerwca 2018 22:36

Świetny tekst i nieznany mi dotąd temat. Bardzo dziękuję. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Stalagmit 7 czerwca 2018 22:36
7 czerwca 2018 22:44

Dzięki, wydaje mi się, że spojrzenie na historię ludzi i dyplomacji przez pryzmat ich stosunków ze zwierzętami też może być pouczające.

Ainolatek wspomniała o spotkaniu Putina z Merkel, na który zaprosił swojego labradora, wiedząc, że Frau Kanzlerin panicznie boi się psów. Tak też można.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować