-

ewa-rembikowska : Zapracowana emerytka z ciałem w Warszawie a duszą w Wielkopolsce.

Młodoturcy kontra psy

Budowniczego kolei Aleksandra Niewiarowicza, gdy w roku 1897 wysiadł ze statku w Konstantynopolu (dzisiejszym Stambule), uderzył niesamowity kontrast pomiędzy bajeczną architekturą miasta a brakiem rynsztoków i koniecznością brodzenia w kilkunastocentymetrowej warstwie śmieci zalegających bruk, z których wydzielał się wszechogarniający fetor. Zaszokowała go też cała masa psów wylegujących się na jezdniach i trotuarach, które zupełnie nie reagowały na szturchnięcia laską i nie ustępowały drogi. Przechodniom nie pozostawało nic innego jak je obejść albo przeskoczyć. Podróżny był krótko w tym mieście, więc nie miał możliwości zapoznania się z prawdziwym obrazem skomplikowanej organizacji społecznej, którą czworonogi tu stworzyły.

Turcy zajęli Konstantynopol w 1453 roku. Towarzyszące im psy weszły w koligacje z miejscowymi kundlami. Przez lata całe wykształciła się nowa rasa psów ulicznych. Były różnej maści: białe, rude, czarne, bure, wzrostu między 40 a 50 cm o wyglądzie przypominającym skrzyżowanie psa, wilka i szakala.

Jednym z najbardziej godnych uwago szczegółów życia psów konstantynopolitańskich była ich organizacja. Wynikała ona z pewnego paradoksu religijnego. Koran nakazywał miłować zwierzęta, nie zabijać ich bez potrzeby a jednocześnie wskazywał na psa jako stworzenie nieczyste. W związku z tym Turek nie trzymał psa w domu, nie opiekował się nim, ale też nie przeszkadzał mu żyć na ulicy. Zwierzęta zostawione same sobie – bez ingerencji człowieka –stworzyły własną, specyficzną społeczność, karnie przestrzegającą wypracowanych przez wieki praw.

Organizacja społeczności

Psy żyły w grupach liczących 14-20 członków i zajmowały ściśle określone terytorium. Wyróżniał się wśród nich przewodnik stada, kroczący zawsze na czele. Był większy, z połyskującą sierścią, lepiej odżywiony, z bystrym wzrokiem. Dbał o porządek w sforze. Wymierzał sprawiedliwość, rozstrzygał spory, sądził bez apelacji, wyroki wykonując natychmiast zębami. Gdy zachodziła potrzeba odparcia ataku ze strony sąsiadów, zarządzał obronę, prowadził swe wojsko na miejsce walki i ścierał się z liderem drugiej strony.

„W zaułkach spotykam bandy psów, które (…) mają pewien obręb jako wyłączne siedlisko jednej grupy rodzinnej, poza który nie wychodzą, lecz też nie dozwalają innym psom wchodzić. Byłem świadkiem zabawnej sceny, gdy dwa oddziały psiej rasy stanęły do boju na pograniczu swoich terytoriów; każdemu stadu przewodniczył pies najsilniejszy i jakby układy toczył z przewodnikiem nieprzyjacielskiej grupy. W czasie tych układów inne psy stały spokojnie, acz przygotowane do walki, skoro przewodnik da znak do ataku. Widocznie paktowanie o spokój rozbiło się, gdyż po chwili psiej rozmowy, dwa stada rzuciły się wzajemnie na siebie i toczyły walkę, dopokąd słabsza strona nie cofnęła się w głąb swego siedliska. Gdy to nastąpiło, zwycięzcy nie ścigali zwyciężonych, lecz zostawili ich w spokoju.”(ksiądz M. Czermiński – Z Belgradu do Stambułu. Misye Katolickie, 1900, Nr 12)

Z Belgradu do Stambułu. Misye Katolickie, 1900, Nr 12

Umownych granic strefy strzegli strażnicy. Każdy osobnik posiadał dokładną świadomość swojego terytorium. Pogwałcenie umownej linii spotykało się natychmiast z represjami strony przeciwnej. Przyrodnicy obserwujący tę organizację próbowali zwabiać psy z jednego rewiru do drugiego, rzucając im chleb lub kości poza granice strefy. A te machały ogonem, warczały, dreptały na miejscu, oglądały się za siebie, rozmaitymi sposobami starały się poinformować, że im tego pożywienia tknąć nie wolno, gdyż leży na obcym gruncie. Jeśli znalazł się ryzykant i podbiegł po kąsek, natychmiast jakby spod ziemi wyskakiwał czworonożny strażnik z jazgotem donosząc o zjawieniu się przemytnika.

Pies urodzony w danym rewirze praktycznie z niego nie wychodził. Jeśli chciał odwiedzić sąsiadów, musiał poddać się skomplikowanej procedurze na granicy. Służalcza postawa miała udowodnić, że nie ma złych intencji. Musiał też położyć się na boku, jakby był martwy i w tej pozycji pozwolić się obwąchać najpierw przez szeryfa, potem resztę. Wówczas zapadała decyzja: wpuścić, czy nie.

Każda czynność podlegała określonej procedurze. Przy piciu wody z korytek obowiązywała zasada, że pijący może przy nim stać dopóki dotyka nosem wody. Jeśli trwało to zbyt długo psy stojące za nim w kolejce zaczynały wszczynać fałszywe alarmy, byle wzbudzić zainteresowanie pobratymca stojącego przy korytku. Jeśli ten dał się podejść, lądował na końcu kolejki.

Psy te miały znakomite poczucie czasu, wiedziały nie tylko, gdzie, o której godzinie, co się będzie działo, ale i orientowały się jaki jest dzień tygodnia.

Pewien kupiec z dzielnicy Pery idąc co rano do sklepu, rzucał pewnemu czarnemu kundlowi kawał mięsa. Gdy pewnego dnia, wyjątkowo, wyszedł do sklepu w niedzielę, nie ujrzał swego przyjaciela. Przemyślny pies wiedział, kiedy przypada niedziela i że w tym dniu nie może liczyć na mięso.

Psy uliczne miały wrodzoną uczciwość i lojalność. Choć całymi dniami siedziały na progach sklepów spożywczych nie tknęły produktów leżących obok w koszykach, choć czasem głód im kiszki skręcał.

Tryb życia

Tryb życia był ustalony. Rankiem włóczęga w poszukiwaniu jadalnych odpadków. Potem sjesta na środku ulicy lub na trotuarze. Na ulicach, gdzie ruch był mniejszy psy leżały jeden na drugim.

Czas odpoczynku kończył się z nadejściem nocy. Była to chwila oczekiwana, bo wówczas wszyscy służący wyrzucajli odpadki kuchenne z całego dnia. Psy czatowały wówczas przy drzwiach, obserwując pilnie wszystkie ruchy; w danej chwili łoskot skrzynek na trotuarach ściągał spóźnialskich. Słychać wówczas było tylko chrzęst pracujących zębów, mlaskanie, przerywany niekiedy walką pomiędzy rywalami do jednego kęsa. Gdy się kończyła się jedna uczta, psy przenosiły się pod kolejne drzwi.

Po wieczerzy psy przechadzały się, a w nocy oddawały się harcom, które niekiedy zmieniały się w krwawe jatki.

Lato było najlepszą porą. Psy z łatwością znajdowały cień pod domami, wodę w kamiennych miskach. W listopadzie psy dostawały futra zimowego, zwijały się w kłębek i układały się razem ściśle, aby grzać się nawzajem. W czasie niepogody kryły się – pod daszkami, w korytarzach, w skrzyniach. Wyglądały smętnie i smutno, drżały z chłodu, wyczekując dzień po dniu końca srogiej zimy.

Stosunek do psów europejskich

Był zdecydowanie wrogi. W tej materii poszczególne sfory ściśle ze sobą współpracowały. Gdy tylko pies domowy wyszedł na ulicę, gromadził wokół siebie wszystkie miejscowe włóczęgi, które zajadle go oszczekiwały i podgryzały bez litości eskortując do granic swojego kwartału, gdzie nieszczęśnika witał komitet powitalny kolejnej sfory.

Pewien przybysz z Europy, by zażegnać awantury związane z wyprowadzaniem na spacer swojej suni, wymyślił sprytny fortel. Wychodził z nią przed drzwi a gdy cały proletariat już się zgromadził, służący otwierał drzwi ponownie i wyrzucał jedzenie. Psy szybko przyswoiły sobie, że widok panny z towarzystwa oznacza ucztę. Odtąd cudzoziemka mogła wychodzić spokojnie; wszystkie psy witały ją nie warczeniem ale machaniem ogonów i radością.

Stosunek do ludzi

Psy i ludzie żyli w harmonii, w pokojowej koegzystencji, niby nie zwracając na siebie uwagi, ale szanując nawzajem swoją niezależność. Koran zabraniał wiernym dotykać psa, uważając go za stworzenie nieczyste. Tym niemniej każdy przyjazny gest ze strony człowieka, rzucona skórka chleba, był przyjmowany przez psy z ogromną wdzięcznością. Osoba taka bywała witana wylewnie i eskortowana do granic rewiru. Psy pełniły ponadto funkcję czyścicieli ulic, oraz robiły raban, gdy gdzieś wybuchł pożar. W nocy stróżowały. Gryzły tylko tych, którzy nadeptywali je umyślnie lub bili brutalnie. Natomiast doskonale pamiętały wszelkie przejawy dobroci. Pewien europejski chirurg, który z litości złożył jednemu biedakowi złamaną łapę, od tej pory był przez niego nieustająco admirowany. I chyba specjalnie się nie zdziwił, gdy któregoś razu jego wdzięczny pacjent przywlókł mu w zębach swojego mocno potłuczonego towarzysza.

Francuski biolog Paul Remlinger – dyrektor Instytutu Bakteriologicznego w Konstantynopolu badał życie psów ulicznych w tym mieście oraz ich wpływ na zdrowotność mieszkańców. Jego konkluzja była taka, że u zwierząt tych nie występuje wścieklizna, ich rola w rozprzestrzenianiu się chorób zakaźnych nie została udowodniona, w związku z tym utrzymanie lub wytępienie psów ulicznych nie będzie miało żadnego znaczenia dla zdrowia publicznego.

Koniec epopei

Od początku XIX wieku władze kilkakrotnie usiłowały usunąć psi problem z ulic miasta. Po tragicznej śmierci obywatela brytyjskiego, który uciekając przed psem niefortunnie zawisł na płocie, królowa Wiktoria zażadała od sułtana Mahmuda II, odpowiednich działań. Władca wydał dekret, na mocy którego psy miały zostać wywiezione na jedną z wysp morza Marmara. Jednak w tym czasie wybuchła w mieście epidemia. Lud przypisał ją banicji psów i zagroził buntem. Psy wróciły.

Druga akcja wywozu psów miała miejsce za rządów sułtana Abdul Aziza na wyspę Prodigal. Tym razem wywózce towarzyszyły pożary, wybuchające w różnych dzielnicach miasta. Znów mieszkańcy zinterpretowali te zjawiska jednoznacznie. Psy wróciły.

Jednak wraz z uruchomieniem pociągu Orient-Ekspress w 1889 roku zwiększył się ruch turystyczny, przybyło również samochodów. Psy leżące wszędzie stawały się przyczyną wypadków, poza tym odstraszały europejskich gości.

W roku 1908 wieku władzę w Turcji objęli Młodoturcy. Ich dążeniem była likwidacja sułtanatu oraz przebudowa państwa w duchu cywilizacji zachodniej. Dla nich psy na ulicach Konstantynopola, który niebawem miał zmienić nazwę na Stambuł, stanowiły przejaw zacofania, obskurantyzmu i religijnego zabobonu Imperium Osmańskiego. Ich wygnanie, podobnie jak wyburzenie murów obronnych wokół miasta miało wymiar symbolicznego aktu zerwania ze starym systemem. Natomiast mieszkańcy uważli, że tak długo Imperium jak żywota psów a ich osobisty dobrobyt jest ściśle związany z bezpieczeństem czworonogów.

Do wyłapania ulicznych pariasów w okresie 1909 -1910 nowe władze zaangażowały oddziały policji Kurdów oraz element kryminalny. Miejscowa policja nie chciała się podjąć tego zadania. W wielu dzielnicach dochodziło do starć pomiędzy rakarzami a mieszkańcami. Psy nie zostały zabite, tylko przetransportowane na bezludną, skalistą wyspę Oxia. Tam porzucone, bez jedzenia i bez picia w palącym słońcu przeżywały gehennę nim wyzionęły ducha. Przez wiele dni mieszkańcy Konstantynopola słyszeli przerażające wycie. W końcu i ono ucichło. Zgładzono tym sposobem koło 80 tysięcy czworonogów, stanowiących przeszkodą w europeizacji miasta.

Wkrótce Włochy przejęły Libię i Trypolitanię. Potem Turcy stracili Albanię z Macedonią. W wyniku Wielkiej Wojny wojny Imperium utraciło Syrię, Mezopotamię i nominalne zwierzchnictwo nad Egiptem i Kuwejtem. Śmierć poniosło 3 mln osób.

Natomiast wszyscy trumwirowie, którzy podjęli decyzję o wygnaniu psów ulicznych z Konstantynopola zginęli tragicznie – Talat został zabity w Berlinie; Dżemal – w gruzińskim Tibilisi a Enwer w Tadżykistanie.

 



tagi: konstantynopol  psy uliczne  młodoturcy 

ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 00:08
31     1132    10 zaloguj sie by polubić
komentarze:
pink-panther @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 00:27

Niesamowite. To jest dopiero historia.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 07:32

Przez ponad 400 lat społeczność psia i ludzka koegzystowała bez specjalnych konfliktów. Tych psów nie imała się wścieklizna, nie stanowiły żadnego zagrożenia dla człowieka. Ten Anglik, o którego upomniała się królowa brytyjska był ofiarą nie psa, tylko własnego strachu. Tu się znów sprawdziła zasada, że nowoczesność jest jak walec drogowy, miażdży wszystko, co znajdzie się na jego drodze a ten co zatrudnia operatora mówi, że to są wszystko niewielkie i nieuniknione koszty postępu i szczęścia ludzkości.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 08:13

Tak się świtenie czytało ... ech ..

Rewolucja nawet psom nie da żyć.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @parasolnikov 7 czerwca 2017 08:13
7 czerwca 2017 08:20

No właśnie. Tak swoją drogą, gdyby tak rząd polski reagował na jakiekolwiek zagrożenie życia Polaka za granicą jak zareagowała królowa Wiktoria.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ewa-rembikowska 7 czerwca 2017 08:20
7 czerwca 2017 08:23

Ja się robię ostatnio zwolennikiem określenia "tenkraj" bo pisanie Polska nie przytoi czasem.

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 15:42

Świetna historia.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @parasolnikov 7 czerwca 2017 08:23
7 czerwca 2017 15:52

myślę, że trzeba podejść do zgadnienia tak. Państwowości nie mamy od III rozbioru Polski, raz jesteśmy pod okupacją jawną, raz pod niejawną. Teraz też mamy awatar państwa.

Jeszcze wracająć do naszych baranów, tzn.psów, to jeszcze dodam, że kolejnych trzech sułtanów tak specjalnie nie spieszyło sie, by zadowolić królową brytyjską. Dwóch markowało działania a ten po środku, po prostu olał sprawę. Dopiero Młodoturcy - którym we łbie poprzewracała ideologia cywilizacji zachodniej - poszli na rympał.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Grzeralts 7 czerwca 2017 15:42
7 czerwca 2017 15:53

Dzięki. Historia w Polsce mało znana.

zaloguj się by móc komentować

parasolnikov @ewa-rembikowska 7 czerwca 2017 15:52
7 czerwca 2017 16:29

Tak to właśnie zrozumiałem, rewolucja wszystko musi zniszczyć.
A o młodoturkach zdaję się Pantera pisała? Pamiętam coś o tych "uniwersytetach" wszystkich które oni kończyli masono-rewolucja.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @parasolnikov 7 czerwca 2017 16:29
7 czerwca 2017 17:15

No właśnie, Coryllus też - rozsadnikiem rewolucji jest szkoła. Najpierw trzeba sformatować mózgi. Zresztą nie na darmo Bracia Czescy postawili na Komenskiego, wydanictwa, szkoły i wychowanie.

zaloguj się by móc komentować


ewa-rembikowska @parasolnikov 7 czerwca 2017 17:37
7 czerwca 2017 18:45

dzięki, bardzo dobre uzupełnienie

zaloguj się by móc komentować

Wolfram @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 18:54

Rewolucja nawet czworonogom nie przepuści.

Przypomniało mi się stanowisko w sprawie psów, jakie zajął początkujący Vito Corleone:

- a pies? pies zostaje? (do wynajmującego mieszkania, co z powodu psa wyrzucił z lokalu wdowę z córką).

Współcześnie postępowcy są na etapie poszerzania bazy podatkowej - za pieska się płaci podatek, przynajmniej u nas. Takie dylematy sił postępu - obejmujące rozważaniami i praktyką wszystko - co żywe - wyrżnąć, czy opodatkować.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Wolfram 7 czerwca 2017 18:54
7 czerwca 2017 19:30

wyrżnąć, opodatkować, czy przerobić na mydło, bo tam też takie głosy się pojawiały, aby te pieski zagazować, i przemysłowo przerobić na skórę, tłuszcz i inne pożyteczne produkty.

zaloguj się by móc komentować

stanislaw-orda @ewa-rembikowska 7 czerwca 2017 08:20
7 czerwca 2017 20:42

Krolowa Wiktoria miała pokaźna flotyllę okrętów wojennych oraz "ostrzelanych" kapitanów dowodzących tymi okrętami. A polski rząd, .... cóż.

zaloguj się by móc komentować

chlor @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 20:45

Sprawdziłem jaki jest poziom życia prostego Turka. Przez internet, bo tak taniej, i mniej fatygi. Wychodzi, że mniej więcej taki sam jak Polaka w Polsce.

Zasadniczo plagi bezpańskich psów dotyczą krajów ciepłych, ubogich, z szybko psującą się żywnością.

Można by tu snuć porównania z Polską. Np w latach 60 - 80 było czymś oczywistym że pies (pański) sobie gania swobodnie po ulicach i robi gdzie mu pasuje, i nikomu to nie przeszkadzało. Psia kupa na chodniku to był oczywisty, nie warty rozmyślań i działań element życia.

 

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @ewa-rembikowska
7 czerwca 2017 21:04

Bardzo ciekawa historia. Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @chlor 7 czerwca 2017 20:45
7 czerwca 2017 21:53

tylko, że to nie były psy bezpańskie a psy uliczne o bardzo ustrukturyzowanej organizacji a przy tym pożyteczne - czyściły ulice ze śmieci, alarmowaly, gdy gdzieś powstał pożar, przeganiały złodziei, poza tym były obfotografowaną na wszystkie strony atrakcją miasta. Powstała cała seria widokówek z psami w rolach głównych na ulicach Konstantynopolu. Widokówki te były cały czas w obiegu, bardzo dobrze się sprzedawały, zwłaszcza we Francji.

zaloguj się by móc komentować


KOSSOBOR @ewa-rembikowska 7 czerwca 2017 21:53
8 czerwca 2017 21:17

Cześć :) 

Fascynująca notka - całkowite novum dla mnie. Ale kończy się fatalnie... Wiesz, ja odzwierzęca jestem i z trudem przychodzi mi to czytać - zakończenie psiej historii Konstantynopola. Tytuł adekwatny: młodoturcy kontra psy... 

Na psy i właścicieli nałożono aktualnie w Polsce takie hamulce, że w mieście właściwie nie ma sensu trzymanie większych psów. Psia kupka urasta do problemów logistycznych i wszelkich innych, ze strażą miejską włącznie. Psy muszą się wybiegać, a o tym w mieście mowy nie ma. Jestem miłośniczką dogów, miałam trzy dogi, ale wtedy, gdy mogły swobodnie wybiegać te 10 - 15 kilometrów dziennie. Nad morzem, albo w lasach oliwskich. Koniarzom tutaj również jakieś zakazy leśnictwo postawiło. A przecież koń /roślinożerca/ w lesie nikomu /znaczy: zwierzętom/ nie wadzi; mało tego: zwierzęta nie dostrzegają człowieka /znaczy: "drapieżnika"/ na koniu, a całość - konia z ludziem - oceniaja jako duże, nieszkodliwe zwierzę. Naprawdę, wielekroć tego doświadczyłam  z siodła.

(Kilka lat temu, na Ukrainie, rozstawiono uliczne piece, do których wrzucano żywcem bezpańskie psy. To jakaś tamtejsza klasyka postępowania. Chyba chodziło o "oczyśzczenie" okoliczności przyrody przed olimpiadą czy czymś tam takim. Świat zawył i była cała akcja protestacyjna.) A tu Turki w zasadzie nie lepsze...

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @KOSSOBOR 8 czerwca 2017 21:17
8 czerwca 2017 22:08

Witaj na sympatycznym pokładzie SN!

To jest chyba charakterystyczne dla postępaków, że każdy problem najłatwiej im się rozwiązuje przy pomocy młotka, czyli przemocą i siłą.

Ukraińcy przed olimpadą dokładnie tak samo rozwiązali psi problem jak wiek wcześniej Młodoturcy. Przez 100 lat mentalność aspirujących "elit" ani na jotę się nie zmieniła.

W Warszawie jeszcze da radę wybiegać psy. Straż miejska w sumie nie gania za właścicielami na Polu Mokotowskim. Większość psiarni biega luzem, kąpiąc się w stawach, tylko czasem się jakiś wariat trafi, co to mu się nie podoba.

Dogów teraz jest bardzo mało. Nie nadają się do miasta, chorują, żyją krótko.

 

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @ewa-rembikowska 8 czerwca 2017 22:08
9 czerwca 2017 21:11

Na Ukrainie prawdziwą elitą byli Polacy i wtapiający sie w polską kulturę Rusini, jak Wiśniowieccy. Reszta to czerń. I potomkowie czerni. Nie ma o czym gadać. Jak jest u Turków - nie wiem. No ale czy to psy, czy Ormianie...

Zawsze znajdzie się jakiś suczynkot z telefonem komórkowym /donos na policję czy do straży/, gdy idziesz z dużym psem.

Dogów zawsze było mało - to rzeczywiście problematyczne psy, z chorobą serca jako chorobą rasy. Miałam w domu psią kardiologię - tak od 4. roku życia moich dogów. No ale cała moja rodzina uwielbiała nasze dogi i nasze stado jamników. Te dwie rasy cudownie się uzupełniają; to znaczy - jamniki trzymają bezwzględnie dogi za mordy, a dogi słuchają /się/ jamników. I porządek jest :))) 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @ewa-rembikowska
9 czerwca 2017 21:47

Ile lat żyły Twoje dogi? Jamniki to chyba wszystkich trzymają za mordy, lubią rządzić.

Na pewno widok dogów i brykających między nimi jamników wprawiał ludzi w osłupienie. 

W Warszawie teraz jest raczej moda na mastify, aczkolwiek kilka domów za mną mieszka od 3 lat para dogów. Tylko, że ci ludzie z nimi nigdzie nie wyjeżdżają, chodzą tylko po ulicach. Niby psy mają ogródek, jednak to dla takiego czworołapa zdecydowanie za mało.

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @ewa-rembikowska 9 czerwca 2017 21:47
9 czerwca 2017 22:28

Moje tak w 4-tym roku życia zaczynały chorować na serce. Żyły 8 -  góra 9 lat, nieustannie leczone. My nie dawaliśmy jamnikom trzymać się za mordy :) Od tego miały dogi. No ale, ponieważ dogi MUSZĄ być dobrze wychowane /zbyt duży i niebezpieczny pies/, przeto subordynację jamników olewaliśmy w zasadzie. Robiły /w granicach prawa/, co chciały. Po obiedzie wskakiwały na stół, czyszcząc talerze. Czego nigdy nie zrobiłyby dogi! Dogi bowiem czyściły talerze na stole stojąc na podłodze :) Ewa, ja mogę o tych zwierzach książkę napisać! To był /nasz/ wielki dom, z olbrzymim ogrodem, a piesów zawsze było tam znaczne stado. Cała moja rodzina była fiźnięta na punkcie psów. No i mieliśmy, jak wspomniałam, wspaniałe tereny do spacerów z psami - łaki nadmorskie, plaża, lasy oliwskie. Ale to już przeszłość - wszędzie zakazy, wszystko rewolucyjnie uregulowane /zakazami/, no i te typy obywatelskie, chętne do donosów. Pies z nimi tańcował.

Z dogami jest tak, że muszą się wybiegać, zrobić swoje kilometry. Pewnie nadmiar kilometrów przyspiesza ujawnienie się wad serca. Cóż... Wzięło się to stąd, iż połączono molosa /Mezopotamia/ z chartem egipskim /= dog/ i molosowe serducho nie wytrzymuje szybkości charta w dogu. Często oglądałam moje psy w akcji na polach - fantastyczny, charci bieg i takaż sylweta w biegu. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @KOSSOBOR 9 czerwca 2017 22:28
9 czerwca 2017 23:20

Siadaj i pisz. Nigdy nie miałam do czynienia z dogami, ale widzę, że to połączenie molosa i charta musi dawać niezwykłe rezultaty.

Co do możliwości spacerowania to mam wrażenie, że i dla ludzi zaraz pojawią się jakieś zakazy.

Z drugiej strony u nas na Polu Mokotowskim robią gigantyczny remont pod rowerzystów, którzy te swoje ścieżki rowerowe traktują jak autostrady, pędząc z obłędem w oku i awanturując się jak ktoś (człowiek, czy pies) przypadkiem znajdzie się w ich zasięgu. Za chwilę całe Pole będzie ich a ludzie będą gdzieś chyłkiem przemykać. Widać, że to lobby jest bardzo silne, no i psy im baaardzo przeszkadzają. Niebawem też nie będę miała gdzie wychodzić, bo jeszcze kilka lat i zabudują zupełnie i pola wilanowskie.

 

 

 

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @ewa-rembikowska
10 czerwca 2017 08:11

Stan Tyminski w ramach kampanii prezydenckiej wydał książkę pt. "Święte psy"...

zaloguj się by móc komentować


marek-natusiewicz @ewa-rembikowska 10 czerwca 2017 08:18
10 czerwca 2017 08:29

Tak. Ale nie jest o Turkach, tylko o psach, które "wyją" bez sensu... Zapewne analogia do jakiś "Bolków"... Zapewne autorem jest Samsel, a ten to zapewne "harcerz" z Łubianki.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @marek-natusiewicz 10 czerwca 2017 08:29
10 czerwca 2017 11:56

wiem, że nie o Turkach. Czyli szkoda czasu na czytanie Stana z zamierzchłej przeszłości.

zaloguj się by móc komentować

marek-natusiewicz @ewa-rembikowska 10 czerwca 2017 11:56
10 czerwca 2017 16:41

Wydaje się, że jednak dla Polaków ważny jest punkt widzenia "harcerzy" z Łubianki. wszak ciągle się o nich potykamy...

zaloguj się by móc komentować

kamiuszek @ewa-rembikowska
20 czerwca 2017 00:15

Dobra historia. Dziękuję za podzielenie się. Wyjącą w rozpaczy wyspa nie do zapomnienia.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować