-

ewa-rembikowska : Zapracowana emerytka z ciałem w Warszawie a duszą w Wielkopolsce.

Podróż kur na Syberię, czyli Izabella Ryxowa w akcji

W dniu 5 sierpnia 1863 doszło na terenie dóbr prażmowskich do potyczki pomiędzy rawskim oddziałem powstańczym dowodzonym przez Grabowskiego a wojskami rosyjskimi. Nie wziął w niej udziału Bronisław Ryx syn właściciela a zarazem plenipotent majątku, który przebywał od kwietnia w Krakowie dokąd przywiózł zdobyte w magazynie soli w Brzesku (pow.miechowski) – 4935 rubli. W czerwcu wszedł w skład Rządu Narodowego w Krakowie, w grudniu pochował tamże ojca Aleksandra. Rok później stał się paryskim emigrantem, po drodze zahaczając o Drezno. Nad jego głową wisiał wyrok śmierci, zamieniony w 1866 roku na 15 lat ciężkich robót w kopalniach.

Ponadto władze dokonały konfiskaty tej części dóbr, które przypadały na niego po działach spadkowych. Szczęśliwie majątek bez większego uszczerbku pozostał w rękach rodziny – jego matki, jednego brata i czterech sióstr. Za Bronisławem podążyła żona Izabella z roczną córeczką. W momencie wybuchu powstania Izabela miała 19 lat, jej mąż 26, zaś małżeństwem byli raptem 2 lata.

W Paryżu przyszło na świat jeszcze dwoje dzieci. Małżeństwo prowadziło salon towarzyski, Izabella uczęszczała na wykłady na Sorbonie. Żyli z tego co wygospodarowane zostało w Prażmowie przez matkę, która w 1866 roku stała się jedyną właścicielką majątku. W skład dóbr wchodziły trzy folwarki: Prażmów, Wola Prażmowska i Dziecinów. Dwa pierwsze specjalizowały się w hodowli warzyw, owoców. Była szparagarnia, cieplarnia, gorzelnia, młyn z tartakiem.

W marcu 1870 roku rodzina wróciła do Krakowa. Izabella włączyła się w działalność Towarzystwa Przyjaciół Oświaty, Krakowskiego Towarzystwa Muzycznego, Towarzystwa Gospodarczo-Rolniczego oraz co jest dość nietypowe dla kobiety Krakowskiego Towarzystwa Rybackiego. Bywała w salonach literackich, gdzie brylował Adam Asnyk i Michał Bałucki oraz artystycznych, gdzie poznała Helenę Modrzejewską.

Jednak z Prażmowa dochodziły niepokojące wieści, zresztą czuli to w kieszeni – gospodarstwo podupadało. Starsza pani nie radziła sobie. Małżeństwo podjęło nietypową decyzję, że on zostaje z dziećmi w Krakowie, zaś ona jedzie do Prażmowa, by zobaczyć, co da się tam naprawić, by nie stracić majątku w wyniku narastających długów.

Młoda dama schowała suknie balowe i wyjściowe głęboko do szafy, ubrała się strój mniej reprezentacyjny za to bardziej wygodny, zamówiła stos literatury fachowej oraz rozpoczęła korespondencję z najlepszymi hodowcami w Niemczech , Francji, Wielkiej Brytanii.

Jednocześnie, by zapewnić bieżący dochód – gospodarowanie swoje w majątku rozpoczęła od uruchomienia przetwórstwa mleka i owoców oraz produkcji krochmalu. Szybko znalazła odbiorców. Od razu postawiła na najwyższą jakość swoich wyrobów. Po spłaceniu najpilniejszych długów przerobiła nieczynną gorzelnię na chlewnię. Tu przydały jej się znajomości z Krakowa. Zwierzęta przyjechały bowiem ze znanej zarodowej hodowli w Giebułtowie.

W roku 1875 wykupiła majątek od teściowej i stała się panią na Prażmowie. Cały czas starała się też docierać do osób decyzyjnych, by załatwić pozwolenie na powrót męża z Krakowa. Bezskutecznie. Bronisław mimo to przekroczył granicę Królestwa 1 kwietnia 1884 roku i został od razu aresztowany i osadzony w więzieniu. Zwolniono go jednak za kaucją w wysokości 50 tys. rubli, co wiązało się z zaciągnięciem długu hipotecznego na dobrach prażmowskich. Bronisław uzyskał zezwolenie na zamieszkanie pod nadzorem policyjnym w swoim majątku. Potem poszło jeszcze wiele rubli, by całkowicie zatrzeć karę. Można powiedzieć, było na co pracować.

Młoda hodowczyni sprowadzone z Giebułtowa maciorki zaczęła uszlachetniać knurami sprowadzanymi z najlepszych hodowli z Anglii i Hamburga. W niedługim czasie osiągnęła jednolitość stada, zaś temperament skłonił ją do chwycenia za pióro i wejścia w polemikę z obiegowymi poglądami hodowlanymi.

Choć lansowała czarną rasę berkshirów, to miała też stado białych yorkshirów.

Równolegle rozpoczęła hodowlę drobiu, sprowadzając w roku 1877 pierwsze kury ras kochinchińskiej i brahmaputra oraz kaczek pekińskich z Galicji.

Już po 8 latach majątek prażmowski przyniósł ponad 3 tys. rb. zysku rocznie.

W 1882 roku z przytupem weszła do grona najlepszych hodowców. Na rolniczą wystawę krajową w Warszawie przywiozła 59 świnek, 75 kaczek i 100 kur. Tym posunięciem zakasowała innych wystawców z ich detalem. Do domu wracała już bez zwierzaków, za to z gotówką w portfelu, na ogół udawało jej się sprzedać wszystkie okazy. To był jej pierwszy chwyt marketingowy. Drugim była prowadzona na dużą skalę korespondencja z innymi hodowcami oraz klientkami. Na część pytań z kolei odpowiadała na łamach prasy fachowej, dzieląc się swoimi doświadczeniami. Jej felietony zamieszczała zarówno prasa kobieca jak i fachowa. Pisała dla „Gazety Rolniczej”, „Rolnika i Hodowcy”, „Dobrej Gospodyni”, ,,Słowa”, „Kuriera Warszawskiego” i „Tygodnika Ilustrowanego”. Poza tym prowadziła intensywną kampanię reklamową głównie w „Dobrej Gospodyni”.

Dobra Gospodyni, Nr 2/1902

Jak pisała prasa hodowla trzody z prażmowskiej chlewni skierowana została ku wczesnej dojrzałości i tuczności w młodym wieku, głównie z myślą o rynku berlińskim, gdzie za specjał do bieżącego spożycia uważane było mięso tłuste, delikatne i młode z ras angielskich lub uszlachetnionych bez względu na maść. Ryxowa na ten rynek sprzedawała nie mających roku tucznych prosiąt koło 120 sztuk w cenie 30-40 rubli każde.

Poza Warszawą pokazywała się na wystawach w Lublinie, Kijowie i Winnicy. Najpierw jako wystawca, potem – ze względu na niekwestionowane osiągnięcia – jako osoba oceniająca.

Jej oczkiem w głowie był drób. Podstawą hodowli było stado kur rasy wielkich brahmaputra oraz kochinchiny, gdyż uważała, że choć mięso ich jest mniej delikatne niż ras francuskich, to jednak nakłady finansowe są dużo mniejsze, więc z ekonomicznego punku widzenia hodowla jest bardziej opłacalna. W kolejnych latach rozszerzyła stado o chińskie rasy langshan, szare gęsi tuluskie, białe emdeńskie.

W 1895 roku rozpoczęła hodowlę srebrnych i złotych bażantów, a potem jeszcze indyków solańskich i brązowych amerykańskich.

Zasadniczo z ciekawości sprowadzała każdą rasę, by przypatrzeć się jej z bliska, poznać charakter, obyczaje, przyzwyczajenia, podatność na choroby, chęć wysiadywania, wybredność co do paszy i pomieszczenia, możliwości przystosowania się do tutejszego klimatu. Tym sposobem stwierdziła, że w warunkach polskich nieopłacalna jest hodowla siedmiogrodzkich gołoszyjek, długoogoniastych yokoham, crève coeury, bantamów, dorkingów.

Swoim klientkom polecała natomiast zainteresowanie się kurami rasy kochinchin, brahmaputra, langshana, plymouthroi, malaj, houdan, wayandott i orpington, a także w mniejszym zakresie la brèsse, białe murzynki, faverolle i minorki.

Drób i jaja wylęgowe kupowały w Prażmowie nie tylko gospodynie z kraju, ale również z Rosji, Syberii, Kazachstanu.

Oto relacja z jednej podróży.

„Zbudowałam klatki, o ile możności zastosowane do okoliczności – nadszedł dzień wreszcie pożegnania i własną ręką wyprowadziłam delikwentów do więzienia, mającego ich przewieźć w dalekie strony.

Dla nadania im odwagi przytoczyłam zdanie, że cierpieć dla zasady – to rozkosz. Nie poznały się biedaki, że nakładać drugim cierpienia, niewielka sztuka, wesoło gdacząc, dziękowały mi za zaszczyt powierzenia ważnego zadania wyczerpującej próby. Kogut zapiał: przyjedziemy żywi, albo nie...i ruszyły w świat dnia 6 października r.b. Wczoraj, tj. 26 listopada, odebrałam od pani N. relację o nadeszłym ptactwie, żywem, zdrowem i wesołem – jeden tylko kogut Orpington był mocno wychudzony – lecz nie wątpię, że w troskliwych rękach pani N. Zapomni wkrótce o niewygodach podróży.”(Wytrzymałość ptaków w podróży. Izabela Ryx. W: Dobra Gospodynie, Nr 49/1903, s.403)

Pomyślny wynik podróży był tym bardziej niewiarygodny, iż wewnętrzne solidne korytka w klatkach przyjechały zupełnie połamane, co oznacza, że zadziała na nie jakaś gwałtowna siła, na przykład spadły z wysoka.

Drób przebył następująca drogę. Z Prażmowa do Obi koleją osiem dni, gdzie miał wypocząć, ale ponieważ kury przybyły do miasta przed samym odejściem ostatniego statku przed zimową przerwą w kursowaniu, więc niezwłocznie zostały odwiezione na przystań, nakarmione chlebem, na zaś zaś wsypano krupy gryczane częściowo do środka klatek, resztę na wierzch. Z Obi do Barnauł parostatek w zwykłych warunkach szedł dwie doby. Tym razem ze względu na warunki pogodowe potrzebował pięciu dni. Cała podróż trwała razem 13 dni. Klatki z kurami były umieszczone na odkrytym pokładzie, przewiewał je jesienny wiatr, były też już przymrozki. Na klatkach była przypięta kartka z napisem: „prosimy o jedzenie i picie.” I nawet znalazł się jeden majtek, który, czy to z potrzeby serca, czy licząc na datek, dożywiał ptaki chlebem.

Pani Jadwiga Nosowicz – doświadczona hodowczyni z Barnauł podkreśliła w uzupełnieniu artykułu Izabeli Ryxowej bardzo mocno, iż taka wytrzymałość kur wynika z bardzo dobrych genów w powiązaniu z wzorowym żywieniem i opieką od wyskoczenia pisklaka ze skorupki.

Nie dziwota, że przy takich wynikach hodowczyni miała portfel zamówień zapełniony na kilka miesięcy z góry.

Izabela Ryxowa była przeciwniczką stosowania w hodowli zwierząt metod drastycznych, sprawiających im niepotrzebne cierpienie. Raczej próbowała cały czas wykorzystać ich naturalne instynkty. Stąd też poszukiwaniu nowych sposobów chowu, m. in. drobiu na swobodzie i trzody chlewnej na pastwisku. Ryxowa unikała wszelkiej przesady, jej okazy były wspaniałe, ale nie potworne. Tak ustawiała krzyżowanie, by nie narażać zwierzęcia na męczarnie nadmiernego rozrostu jego ciała w stosunku do koścca jak to miało miejsce w angielskich hodowlach nierogacizny.

Tych samych zasad trzymała się Ryxowa w hodowli drobiu; dążąc do możliwego udoskonalenia różnych ras, do przystosowania ich najlepszych przymiotów do warunków klimatu , miała zawsze na uwadze cel praktyczny, pożytek, korzyść ekonomiczną. Kury prażmowskie niosły się wybornie, wysiadywały jaja pilnie, były wytrzymałe na nasz klimat. Dla zahartowania zimy spędzały w nieopalanych kurnikach.

W przypadku inkubatorów Izabella uważała, iż co prawda stanowią pogwałcenie praw natury, jednakże przy hodowli dużą skalę są po prostu niezbędne. W 1890 roku sprowadziła pierwszy inkubator wodny Lagrange’a, a potem zaczęła je produkować w Prażmowie.

Tu też starała się wypróbować wszelkie nowinki, więc do Prażmowa zamawiano co raz bardziej skomplikowane urządzenia jak inkubator Robina z automatycznym regulatorem ciepła, czy Sartoriusa z Göttingen.

W miarę rozwoju przedsięwzięcia rosły też dochody. O ile w 1884 roku sprzedaż drobiu zamknęła się w granicach 475 rubli, to już w roku 1903 zysku ze sprzedaży samych jajek miała 1000 rubli. Jej kury dawały rocznie po 170 jaj. Zawsze podkreślała znaczenie tej strony gospodarstwa, kładąc nacisk na bezpośrednie kontakty hodowczyń z odbiorcami w miastach bez pośrednictwa wędrownych arendarzy, paraliżujących cały rozwój tego przemysłu

Gospodarstwo było prowadzone z ołówkiem w ręku, jednocześnie z głęboką znajomością rynku oraz panujących na nim trendów. Stąd też chlewnie i kurniki stawiał zwykły cieśla, ogrodzenia robił porządkowy. Z drugiej strony nie żałowano na niezbędny sprzęt jak lokomobila parowa przyspieszająca młóckę, czy sztuczne wylęgarnie.

Zmarła z przepracowania 9 maja 1904 roku.Jak to miała w zwyczaju i robiła zawsze całą chłodną majową noc spędziła przy dozorowaniu wysyłki drobiu oraz jaj wylęgowych. Z przeziębienia rozwinęło się zapalenie płuc, z którym nie poradził sobie zmęczony organizm.

Dzięki Izabeli Ryxowej na stołach polskich zaczęły się pojawiać potrawy z rasowych, dobrze ukształtowanych kur,kaczek, gęsi, indyków, perliczek zaś ich hodowczynie uratowały niejedno wiejskie gospodarstwo domowe przed zlicytowaniem.

Izabela Ryxowa nigdy nie napisała podręcznika do hodowli drobiu, choć nauczyła tego fachu tysiące polskich gospodyń w trzech zaborach.

Redakcja „Dobrej Gospodyni” , by uczcić pamięć Izabeli Ryxowej - pierwszego polskiego zootechnika i zoopsychologa oraz pioniera hodowli rasowego drobiu w Polsce - miała zamiar zebrać i zestawić w kompletną całość rozrzucone po wielu pismach artykuły i wydać je w formie książkowej.

Niestety do tej pory takiej pracy nie ma.

https://www.myheritage.pl/photo-1500590_341940391_341940391/izabella-z-kropiwnickich-ryxowa

Tygodnik Ilustrowany, Nr 21/1904

Dobra Gospodyni, Nr 20/1904

Dobra Gospodyni, Nr 44/1903



tagi: ziemiaństwo  hodowla drobiu  izabella ryx 

ewa-rembikowska
23 lipca 2017 19:53
34     1308    14 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Magazynier @ewa-rembikowska
23 lipca 2017 20:38

Mój plus. Jak mi i nie tylko brakuje takich wielkorządców. Brakuje do konkurencji ze Smithfieldfoods i aryjską chemią, z producentami zdechłych kurcząt. Ja, powiem pani w zaufaniu, kupuję tylko bezpośrednio z hodowli podwórkowej, gdzie kurki i kaczki biegają sobie po trawce jak chcą. Porównanie z drobiem masowym jest piorunujące, jakbym jadł jakąś dziczyznę albo wołowinę. I jest to znacznie wydajniejsze w spożyciu. Są oczywiście hodowcy drobi na poziomie, nawet gęsi, na dużą skalę. Ale daleko ode mnie. 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Magazynier 23 lipca 2017 20:38
23 lipca 2017 20:45

Dziękuję. Mnie zaszokowało to, ile ona ras hodowała. Dziś większość z nich jest kompletnie nieznana a my mamy kurczaki z obozu koncentracyjnego. U niej całe towarzystwo szlajało się po ogrodzie a przecież prowadziła hodowlę na skalę przemysłową. To było gospodarstwo wysokotowarowe.

zaloguj się by móc komentować

tadman @ewa-rembikowska
23 lipca 2017 21:06

Czytając o zaradności p. Izabeli przypomniał mi się mój ulubiony serial "Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy" z emanacją wielkopolskiego sposobu na Giermańca. :)

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @tadman 23 lipca 2017 21:06
23 lipca 2017 21:28

Właśnie, dlaczego propaganda nie promuje takich zaradnych ludzi jak pani Izabella, za to podsuwa nam bohaterów Stefanka?

Jej życie na film się nadaje. Przy tym była to osoba o wielkim poczuciu humoru, co widać w jej artykułach. Pomysły miała nowatorskie, niesamowity zmysł obserwacji i dużo zdrowego rozsądku. Pośredników żydowskich goniła, sama sobie organizowała sprzedaż i zaopatrzenie. To samo radziła innym.

zaloguj się by móc komentować

Paris @ewa-rembikowska 23 lipca 2017 21:28
23 lipca 2017 22:29

I slusznie... jeszcze na nich chachmeciarzy pracowac...

... kapitalny wpis !!!

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @ewa-rembikowska 23 lipca 2017 21:28
24 lipca 2017 01:21

FANTASTYCZNA notka! Czytałam jak zaczarowana. 

Wielkie dzięki, Ewo.

Serce się raduje /i pęka/, gdy widzę ten tytuł "Dobra Prażmów". Na skrzyniach z masłem z mleczarni w Bielicy widniał nadruk: "Dobra Bielica". I nazwisko właściciela. Dziadka mojej Teściowej. Dalekie Kresy. Wykorzystałam to w swoich "Zielonych rękawiczkach". Oczkiem w głowie właścicielki majątku, który tam jest opisany, też jest ptactwo :) 

Mam nadzieję, że Gabriel tę notkę przeczyta, chociażby wedle tego Stefana. 

zaloguj się by móc komentować

tadman @KOSSOBOR 24 lipca 2017 01:21
24 lipca 2017 08:22

Jest wiele życiorysów wartych upowszechnienia. Najbardziej zapładniające są właśnie takie, gdzie bohater żyje w niesprzyjających okolicznościach, ma wymierne sukcesy i działa na pożytek rodaków. Jedną z takich niesamowitych postaci jest św. Urszula Ledóchowska, której życiorys kiedyś opublikował na dwie bite szpalty Tygodnik Powszechny. Musiał, bo wtedy podczas pielgrzymki do Polski Jan Paweł II wyniósł na ołtarze Urszulę Ledóchowską i Rafała Kalinowskiego. Drugi życiorys też znalazł się w TP.

Dzieje rodziny Ledóchowskich warte są szerszego upowszechnienia.

zaloguj się by móc komentować

malwina @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 08:42

Fantastyczna notka!

zaloguj się by móc komentować

malwina @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 08:43

czy mysli Pani, ze te numery Dobrej Gospodyni bylyby dostepne w  Bibliotece UJ?

zaloguj się by móc komentować


Zadziorny-Mietek @ewa-rembikowska 23 lipca 2017 21:28
24 lipca 2017 08:56

Socjaliści nienawidzą takich ludzi - pomysłowych, zaradnych i co najważniejsze osiągających bez tzw. "pomocy państwa" zysk z działalności potrzebnej innym. Zysk i to na dodatek do prywatnej kieszeni jest tu kluczem - bowiem wedle socjalistów zasadniczym celem działalności gospodarczej musi być tzw. "tworzenie miejsc pracy". Jeśłi na dodatek obywała się bez żydowskiego pośrednictwa - sze ne kręciło na niej forsy - to już w ogóle.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 09:03

Przeczytałam z rozkoszą.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @KOSSOBOR 24 lipca 2017 01:21
24 lipca 2017 09:03

I takim ludziom zaaplikowano strajki rolne i inne przyjemności.

Tego nie napisałam, ale na wystawach nagradzano też pracowników zajmujących się zwierzętami. W przypadku szefów chlewni i kurnika prażmowskiego nagrody oscylowały pomiędzy 30 a 50 rubli srebrnych.

Ryxowa ponadto w niewielkiej ilości hodowała owce i sprzedawała wełnę na targu praskim, synowa wyrabiała też kilimy, które wystawiała na targach rękodzieła.

Ci ludzie wiedli niezmiernie pracowite i skromne życie. Wszystko było znakomicie zorganizowane.

Bronisław był uznanym specjalistą w dziedzinie sadownictwa.

 

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Zadziorny-Mietek 24 lipca 2017 08:56
24 lipca 2017 09:07

Ciekawe, że wszyscy, którzy osiągnęli wówczas sukces poczynając od księdza Wawrzyniaka, poprzez księdza Blizińskiego kończąc na Ryxowej, eliminowali żydowskich pośredników i o tym cały czas mówili.

Teraz państwo tak nam zorganizowało życie, że bez pośrednika ani rusz.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 09:14

Podczas czytania przypomniał mi się stary Piłsudski. Też miał pomysły, ulepszał, rozwijał, aż przeputał ogromny majątek żony.

zaloguj się by móc komentować

sigma1830 @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 10:20

W dzieciństwie na wakacje jeździłam do stryjków. Akurat ocieliła się krowa przymusowo kryta bykiem rasy czerwonej polskiej z okolicznego państwowego ośrodka rozrodu. Stryjek mówił, ze będą z cielakiem kłopoty, bo wszyskie cielaki po tym byku są agresywne. No i rzeczywiście. Cieliczka była śliczna, ale bodła wszystko, jak leci. Dopóki jednak  nie połamała stryjeni żeber, nie pozwolono na rzeź, no bo rasowa.

Stryjek mówił, że jeszcze chwila i państwo będzie się wtrącać, jakiego koguta mają mieć kury na podwórku.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @sigma1830 24 lipca 2017 10:20
24 lipca 2017 10:26

jeszcze chwila i państwo będzie się wtrącać, jakiego koguta mają mieć kury na podwórku

Już jesteśmy blisko. Wszystko pokolczykowane, księgi wejść i wyjść, koty pod szczególnym nadzorem.

zaloguj się by móc komentować

Anna-Mieszczanek @ewa-rembikowska
24 lipca 2017 11:16

No i to jest to clou, o którym młodzi dzis nie maja pojęcia, więc trzeba powtarzac, powtarzać, powtarzać:)) Plus jak dąb!

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @maria-ciszewska 24 lipca 2017 10:26
24 lipca 2017 12:24

Zdaje się drób musi być cały czas w kurniku. I ten regres nazywa się postępem.

O wychowaniu bażantów pisała tak:

 „Trzeba im trochę ustępować, gdyż po pewnym czasie same swą dzikość w zadziwiający sposób przemogą, przyjdą do ręki i kokietować będą swoim świergotem, przechylaniem główki, patrząc nam wprost w oczy, jakby pytały: >co wy za jedni, żeście nam dotąd nic złego nie zrobili?<" ( Izabela Ryx: "Postępowanie z bażantami" , Dobra Gospodyni, Nr 8/1904).

Takie samo podejście miała do kur, kaczek, gęsi. A teraz tym biednym zwierzakom zaoferowano 6 tygodni obozu koncentracyjnego na sterydach i antybiotykach i rzeźnia.

zaloguj się by móc komentować

sigma1830 @maria-ciszewska 24 lipca 2017 10:26
24 lipca 2017 12:39

Jakoś w epoce Izabelli Ryx  mogła ona hodować, co chciała i jak chciała. Obecnie nie miałaby tej szansy, bo zatonęła by pod przepisami i regulacjami, a  urzędnicy państwa socjalistycznego by ją  zagryźli.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @sigma1830 24 lipca 2017 12:39
24 lipca 2017 12:56

No właśnie, tylko jakoś trudno to ludziom wytłumaczyć, że niewolę wolnością nazywają i jeszcze są z tego bardzo zadowoleni.

zaloguj się by móc komentować

bolek @ewa-rembikowska
25 lipca 2017 10:32

Niesamowita historia1 Niesamowita kobieta!

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @bolek 25 lipca 2017 10:32
25 lipca 2017 11:46

może więcej było takich historii i takich kobiet?

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @ewa-rembikowska
25 lipca 2017 11:59

Oj, więcej, więcej. Choćby Maria Rodziewiczówna, która jako 18 - letnia dziewczyna samodzielnie gospodarowała na calkiem sporym majatku, hodując owce, trzodę, krowy, pszczoły, prowadząc gorzelnię, mleczarnię i jeszcze pisząc rozchwytywane powieści.

Wspaniała notka, bardzo optymistyczna w tym smutnym czasie. Trzeba takie działania przypominać, może uda się je powtórzyć na nowych zasadach. Bo wiara w postęp wg wzorów socjalistycznych zaczyna kruszeć i się rozpadać. A takie teksty są jak trąby jerychońskie;-).

zaloguj się by móc komentować

Paris @bolek 25 lipca 2017 10:32
25 lipca 2017 12:07

Tak...

... tytan pracy... jak Pan Gabriel... i jak moi sp. dziadkowie, mama.

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz 25 lipca 2017 11:59
25 lipca 2017 12:10

I sie rozpadnie ten "postemp"  w proch i pyl  !!!   Takie "nowoczesne" nierobstwo,  pasozytnictwo, a w koncu  zlodziejstwo  NIE  MA  SZANS  !!! 

zaloguj się by móc komentować

Paris @jolanta-gancarz 25 lipca 2017 11:59
25 lipca 2017 12:11

I sie rozpadnie ten "postemp"  w proch i pyl  !!!   Takie "nowoczesne" nierobstwo,  pasozytnictwo, a w koncu  zlodziejstwo  NIE  MA  SZANS  !!! 

zaloguj się by móc komentować



ewa-rembikowska @jolanta-gancarz 25 lipca 2017 11:59
25 lipca 2017 12:28

Jestem pewna, że było więcej. Tylko jest mały problem z ich znalezieniem. Nie każdy udzielał się w prasie jak Iza Ryxowa, no i nie każdy był jak popularna pisarka Maria Rodziwiczówna.

A warto byłoby - dla przeciwwagi obecnej sytuacji - zrobić cykl o dzielnych damach, co walczyły nie karabinem, ale codzienną krzątaniną w kurnikach, no i we dworze - bo to był skomplikowany jednak organizm.

zaloguj się by móc komentować

maria-ciszewska @ewa-rembikowska 25 lipca 2017 12:28
25 lipca 2017 13:07

Polecam Mój Pamietnik Anny Stanisławowej Potockiej z Rymanowa, z Działyńskich ostatniej, wyd. Ruthenus. Rodziła dzieci, wspierała w pracy męża ziemianina, po jego śmierci rozwijała uzdrowisko przy szczęśliwie odkrytm źródle leczniczych wód. Podam jeden szczególik - własnymi rękami, z pomocą dzieci, budowała drogę w górskim podmokłym lesie.

zaloguj się by móc komentować



ewa-rembikowska @maria-ciszewska 25 lipca 2017 13:07
25 lipca 2017 15:51

i bolek

 

Dzięki. Przypomniało mi się jeszcze o Jadwidze Zamoyskiej, która założyła Szkołę Pracy Domowej Kobiet w Kórniku, by  później przenieść ją do  Kuźnic koło Zakopanego.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować