-

ewa-rembikowska : Zapracowana emerytka z ciałem w Warszawie a duszą w Wielkopolsce.

Poznańskie początki cukiernika z Radomia

Niedziela, więc temat ciastek jak najbardziej aktualny.

Zbiegając lekko ze schodów na chwilę zatrzymał się na pierwszym piętrze i zajrzał do eleganckiej czytelni gazet, gdzie nad poranną kawą i najświeższymi wiadomościami pochylało się już kilku stałych bywalców. Wyszedł przed kamienicę, rozejrzał się ciekawie wokół siebie. Bimby dzwoniły, kopyta końskie stukały o bruk, słychać było pokrzykiwania woźniców. Poranny ruch nabierał tempa, przechodnie na chodniku, na jezdni, wychodzący z magazynów, gdzieś zmierzający za swoimi sprawami. Wojciech wczoraj wrócił z Mogilna do Poznania, jeszcze nie przyzwyczaił się do odgłosów wielkiego, bez mała siedemdziesięciotysięcznego miasta. Był piątek 24 września 1886 roku. Zapowiadał się ładny, słoneczny dzień akurat taki, by snuć marzenia. Raźnym krokiem ruszył w kierunku Placu Wilhelmowskiego. Zgodnie z wymaganiami pruskich władz musiał zameldować swoje przybycie w Urzędzie Meldunkowym. Po załatwieniu formalności wrócił na Stary Rynek. Stanął naprzeciwko trzypiętrowej kamienicy pod numerem 6, patrzył dłuższą chwilę na znajdujący się nad wejściem do kawiarni szyld: A. PFITZNER.

Cukiernia Pfitznera po lewej stronie. Widokówka z ok 1900 roku, gdyż widać tramwaje elektryczne.

Przymknął oczy i pomyślał: a gdyby tak na tym szyldzie znalazł się napis W. REMBIKOWSKI?

Ktoś go potrącił, szybko przeszedł na drugą stronę ulicy z mocnym postanowieniem, że zrealizuje swoje marzenia. W końcu jest młody, zdrowy, zdolny. Ma dwie ręce, otwartą głowę, chęć do nauki, świat stoi przed nim otworem. Będzie się uczyć, będzie oszczędzać, by zebrać kapitał na założenie interesu. Jest na dobrej drodze, w końcu udało mu się dostać na półroczną praktykę czeladniczą do samego mistrza Antoniego Pfiztnera – właściciela najlepszej i najstarszej poznańskiej cukierni.

Doskonale znał historię swojego pryncypała i jego nauki zawodu właśnie w tym miejscu u szwajcarskiego cukiernika Rudolfa Vasalliego, gdzie któregoś poranka 1840 roku przyprowadziła go matka – wdowa z bardzo ograniczonymi dochodami i wyprosiła u mistrza możliwość terminowania syna tylko za posługę. Czternastolatek sprzątał, czyścił sprzęty kuchenne, dbał o porządek, w nocy pilnował pieca, by nie zgasł a w dzień usługiwał gościom i podpatrywał cukierników. Był bystry, pilny, dokładny a przy tym ciągle uśmiechnięty, więc w przepisowym terminie trzech lat wyzwolił się na czeladnika z wynikiem celującym. Zaopatrzony w listy polecające odbył praktyki u najlepszych cukierników w Berlinie, Wrocławiu i Warszawie. Dalej bez kapitału, lecz z solidną wiedzą i wiarą w sukces w roku 1849 wynajął przy Wrocławskiej 14 mały pokoik, gdzie otworzył cukiernię na miarę lokalu i funduszów, którymi dysponował. Parę stolików i krzeseł, sosnowa, ciemno bejcowana lada, na której pyszniły się wypieki poukładane na talerzach a pod ścianą półki ze karmelkami w słojach., trzy wazoniki z papierowymi kwiatkami dla ozdoby. Wśród tej chudoby kręcił się młody, zwinny i zawsze wesoły gospodarz. Postawił na cenę, jakość i na reklamę. Niebawem musiał powiększyć lokal a dla klientów z miasta, kupujących na wynos, otworzył niewielką wytwórnię cukierków i czekolady.

Dziennik Poznański 1859.01.23 R.1 nr18

 

Po dziesięciu latach Antoni Pfiztner dysponował takim kapitałem, który pozwolił mu na wykupienie od swojego mistrza Vasalliego całej kamienicy wraz z cukiernią przy Starym Rynku 6. Nie poprzestał na tym. Od podstaw przebudował piwnice kamienicy. W jednej części urządził przytulną winiarnię, zwaną katakumbą, gdzie rojno było w dzień i w nocy, drugą zaś przeznaczył hurtowy skład win w oparciu o własne winnice w Mád na Węgrzech.

 

Wielkopolanin 03.12.1884

Zatem i on, Wojciech musi się dużo nauczyć. Receptury ciast, ciasteczek, marcepanów, tortów, baumkuchów, pierników, lodów, cukierków, rogali, pączków, strucli, placków to dopiero pierwszy etap i ten ma w podstawach opanowany. Ważna jest organizacja pracy zespołu cukierników, źródła zamówień surowców, późniejsze ich przechowywanie, obliczanie zapotrzebowania na poszczególne wyroby, rachunkowość, reklama, wystrój sal, ich wyposażenie, obsługa kelnerska, sklep, obstalunki, wysyłka do klientów zamówionych wyrobów. No i aktywność na polu społecznym i obywatelskim, zaangażowanie w pracę organiczną na rzecz kraju. Jego pryncypał należał wszak do współzałożycieli Towarzystwa Przemysłowego w Poznaniu, przez wiele lat pełnił w nim stanowisko prezesa. Należał również do Towarzystwa Pożyczkowego przemysłowców poznańskich, Towarzystwa Kolonii Letnich Stella, które zajmowało się ubogimi dziećmi oraz Towarzystwa Młodzieży Kupieckiej. Choć był zamożnym przedsiębiorcą, nadal pozostał skromnym katolikiem, zaczynającym każdy dzień od uczestnictwa w mszy świętej, by potem do późnej nocy z młodzieńczą werwą i rzutkością oddawać się pracy zawodowej i społecznej.

Wojciech wyznaczył sobie cel, przyszedł czas go zrealizować. Pewnym krokiem wkroczył do kuchni.

Wojciech Rembikowski praktykę w cukierni Antoniego Pfiznera zakończył 11 maja 1887.

Dnia 2 października tegoż roku jego pryncypał rozstał się z życiem. Żegnały go tysiące mieszkańców Poznania.

P.S. W Poznaniu w 1885 roku funkcjonowało 11 cukierni. Dochód interesu Pfiznera szacowano na 2 tysięce talarów.

Zdjęcie nagrobne A.Pfiznera. Fot. E. Rembikowska



tagi: radom  rzemiosło  poznań  cukiernia  antoni pfizner  wojciech rembikowski 

ewa-rembikowska
21 maja 2017 13:34
10     414    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @ewa-rembikowska
21 maja 2017 15:11

Cieszę się,  że Pani pisze:)

Pozdrawiam 

.

 

zaloguj się by móc komentować


Maryla-Sztajer @ewa-rembikowska
21 maja 2017 16:37

Z tych losów na prawdę może być znakomita, zbeletryxowana opowieść. 

Szukam takich lektur dla rodziny. .żeby byle czego nie czytali :).

.

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Maryla-Sztajer 21 maja 2017 16:37
21 maja 2017 17:08

Właśnie. Te historie są jakąś konfrontacją propagandy nam wciskanej z tym co się faktycznie działo. Niech ktoś teraz spróbuje w cukiernictwie, czy innym rzemiośle dojść od zera do majątku Pfiznera w ciągu 10 lat bez żadnej protekcji i bez podpięcia pod budżety.

Z drugiej strony w Poznaniu było 11 ciastkarnio-kawiarni i wszystkie dobrze żyły, choć konkurwały ze sobę. I to wszystko pod zaborem pruskiem.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ewa-rembikowska 21 maja 2017 17:08
21 maja 2017 17:13

Dlatego ,,siedzę,, w poszerzeniu historii rodzinnych. Ale przydało by się więcej tego materiału.  Żeby było widać,  ze to norma a nie szczęście przypadkowe 

.

 

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Maryla-Sztajer 21 maja 2017 17:13
21 maja 2017 22:45

Ja też siedzę, więc co najmniej dwie jesteśmy. Kiedyś zrobiłam sobie zestawienie struktury własności kamienic w Gnieźnie z 1903 roku, na podstawie spisu mieszkańców. No i wyszło i mi, że kamienice budowali przede wszystkim rzemieślnicy. A co nam całe lata wciskano do głowy? Uważam, że to odkłamywanie historii, to jest bardzo ważne zadanie.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @ewa-rembikowska
22 maja 2017 09:33

Myślę ze nie tylko my dwie. Nie kazdy napisze książkę.  Nawet dla własnej rodziny należy to odtwarzać. Głównie piszę dla moich i mam poczucie niezbednosci tej pracy.

Tym bardziej się przydają książki. 

Mam nadzieję na spotkania tutaj:).

.

 

zaloguj się by móc komentować

Brzoza @ewa-rembikowska
25 maja 2017 18:00

Dziękuję za świetne informacje.

zaloguj się by móc komentować

ewa-rembikowska @Brzoza 25 maja 2017 18:00
25 maja 2017 21:12

Jeszcze trochę będzie w miarę rozkręcania się bloga.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować